Krakowskie Organizacje

Przeglądano 794 razy

— KRAKOWISKIE ORGANIZACJE —

— WOJSKO —

Pancerniacy! Mówi ci to coś? Chociaż sami czasem wypierają się tej nazwy, czasami się nią chlubią - są z nimi niezaprzeczalnie i blisko spokrewnieni. Wojsko w Krakowie to nie byle małpy z bronią i ślicznym mundurkiem, to prawdopodobnie najlepiej uzbrojony i wyszkolony batalion w Polsce. Regularna armia obecnie zajmuje się pilnowaniem porządku na ulicach i ochroną najważniejszych obiektów strategicznych, w tym bram Drugiej Strefy. Od czasu do czasu zdarzy im się większy wypad ze wsparciem militarnym dla mieszkańców Siedlisk, bądź wyprawy w nieznane, w celu pozyskania nowego sprzętu czy kawałka zapomnianej technologii. Cechuje ich żelazna zasada, im wyższy stopień, tym większy kawał skurwysyna. Oficerów i podoficerów, jeśli już ruszą swoje szlachetne dupska poza mury, rozpoznasz po ciężkich pancerzach bojowych, malowanych na przeróżne barwy. Wojskowi są niczym rój szerszeni, lepiej ich nie drażnić. Większość roboty typu sprzątnij, przywieź, pozamiataj, za mundurowych odwalają najemnicy i rekruci. Tych drugich szkoli się według sprawdzonych, przedwojennych procedur. Jak zostać rekrutem Armii Kraków? Wystarczy być obywatelem. Wiesz co to zasadnicza służba wojskowa? Każdy młody obywatel zdolny do trzymania broni przechodzi odpowiednie przeszkolenie. Młodzi uczą się wszystkiego. Prawidłowej postawy strzeleckiej, utrzymania żelaznej dyscypliny, a nawet podstaw taktyki. Nie jesteś obywatelem? Cóż, to jeszcze nic straconego, możesz się u Krakusów nająć. Plusem jest to, że zarobisz trochę kasy, dostaniesz jakąś pukawkę i parę pestek. Minusem zaś, że nie przeszkolą cię jak swojego i nie położysz łapy na ich doborowym sprzęcie. Pozostaje ci cieszyć się popielatym mundurem, maską przeciwpyłową i najlepszym poligonem na świecie - Strefą Śmierci.

— CECHY —

Będąc obywatelem Krakowa ma się niezbyt urozmaicony wybór drogi życiowej: żołnierz, członek cechu albo ewentualnie zamknięcie swojej kariery w tych dwóch kierunkach na zawsze, jeśli chce się opuścić miasto. Ostatnia opcja, co prawda, oferuje pewne korzyści, ale też wiąże się z ryzykiem. Cechy to zgrupowania ludzi pracujących w konkretnych dziedzinach, np. budowniczych, rusznikarzy, chemików, metalurgów, lekarzy i farmaceutów, farmerów i hodowców, elektrotechników i innych. W każdym cechu, podobnie jak w średniowieczu, ustanowiona jest hierarchia oraz procedury szkolenia i egzaminowania na kolejne jej szczeble. Stare Miasto, nazywane Trzecią Strefą i otoczone murem przetrwało burzliwe czasy w niemal niezniszczonym stanie. Wszystkie kwartały podzielone zostały między cechy, zmieniając się odpowiednio w farmy, fabryki, magazyny i oczywiście miejsca zamieszkania ludzi. Każdy cech otrzymał zwyczajowo fragment murów, którego obronę w przypadku ataku ma wspomagać, aczkolwiek w obecnej chwili mało prawdopodobne aby ktoś zdołał przebić się przez fortyfikacje Drugiej Strefy. Co istotne, każdy członek cechu ma charakterystyczny, niewielki tatuaż na prawej skroni. Nikt z tym tatuażem nie może przejść bez szczególnych uprawnień przez bramy między Drugą a Trzecią Strefą, ani tym bardziej do Pierwszej.

— MNISI —

W wyniku wielu lat burzliwych zmian politycznych, ekonomicznych, środowiskowych a zwłaszcza społecznych, wiara przeszła poważny kryzys. Kraków, choć niegdyś nazywany był „miastem stu kościołów” a do tego stanowił miasto archidiecezjalne, nie oparł się temu. Kościół, ani inne organizacje religijne nigdy nie zyskały w nim władzy, jednak nie zniknęły. Stało się to za sprawą wielu klasztorów, które dzięki wysokim murom, ogrodom i podziemiom, świetnie nadawały się do obrony i magazynowania surowców w czasie chaosu i walk. Gdy sytuacja się ustatkowała, a ludzie przystosowali się do życia w zniszczonym mieście, klasztory stały się szpitalami, farmami i spichlerzami. Władzę nad nimi zachowały zgromadzenia zakonne, których liczebność stała się nawet większa niż przed zagładą. Jeśli wyobrażasz sobie mnicha jako starego wysuszonego dziadka z brewiarzem i różańcem, albo okrągłego, rumianego braciszka produkującego relikwie z kości kurczaka, to bardzo się mylisz. Większość tych, których można zobaczyć to tędzy bracia Franciszkanie, pracujący fizycznie przy uprawach, transporcie i w kuźniach. Drugim najczęściej spotykanym „typem” mnicha są dumni członkowie Ordo Praedicatorum, po naszemu Dominikanie. Przed powstaniem murów obronnych upodobali sobie oczyszczanie miasta z wszelkich bestii, mutantów i innych wynaturzeń. Można ich zobaczyć na strażnicach i wieżach klasztorów, a nierzadko spotkać na fortyfikacjach przy Strefie Śmierci. Noszą oni długie habity z i posługują się karabinami samopowtarzalnymi. Każdy z nich jest doskonałym strzelcem.

— ŁOWCY —

Łowcami nazywa się poszukiwaczy wyjątkowo rzadkich przedmiotów. Co szczególne, przedmioty te nie muszą być wcale szczególnie cenne dla większości ludzi, ale mają ogromną wartość dla nielicznych. Zazwyczaj łowcy pracują na specjalne zlecenia, które gromadzą i wymieniają między sobą. Podobnie robią z informacjami na temat tego co gdzieś widzieli lub o czym się dowiedzieli. Tworzą oni całą sieć kontaktów i wymiany informacjami, jednak poza tym zazwyczaj pracują niezależnie. Ich kontakty w większości wypadków mają wygląd handlowy – każda informacja lub zlecenie ma określoną wartość. W wielu miastach mają swoje punkty kontaktowe, a czasem nawet własne obozowiska. Przez niezaspokojone zapotrzebowanie na technologie, największe i najbardziej znane z nich znajduje się właśnie w Krakowie.

— GANGI —

Wszędzie można spotkać mniej lub bardziej zorganizowane grupy bandytów atakujących miasta, karawany i podróżników. Często mają one swoje siedziby – bazy, w których spędzają większość czasu między rajdami, zasadzkami czy patrolami. Pilnują oni swoich terytoriów, walczą o nie z innymi gangami a nawet oczyszczają je z bestii. Czasami pobierają opłaty za przejazd, a czasem zarzynają co się im nawinie. W okolicy Krakowa są przynajmniej trzy spore gangi. Jeden z nich, najmniejszy i złożony głównie z punków, siedzi między miastem a Szarym Pustkowiem. To okolica rzadko odwiedzana przez kogokolwiek, więc gangerzy czują się tam bezpieczni, ale muszą wyruszać na łowy w inne rejony. Niegdyś atakowali regularnie Łowców, ale od kiedy tamci przenieśli się do Drugiej Strefy, musieli znaleźć sobie inny cel. Przerzucili się więc na karawany i ludzi podróżujących drogą na zachód. Niestety dla nich, tamten rejon stanowi terytorium innego gangu, nazywającego siebie „Sokołami”. „Sokoły” to najliczniejsza grupa złożona z około czterdziestu osób. Atakowanie karawan i patroli to ich ulubione zajęcia, a następnym w kolejności jest podjeżdżanie nocą pod fortyfikacje Krakowa i denerwowanie obrońców. Trzeci gang żyje na północy, na granicy gęściejszych ruin. Oni zajmują się głównie karawanami jadącymi na północ i wschód. Te ostatnie muszą również jechać tamtą trasą, aby ominąć zgliszcza Nowej Huty i Strefę Śmierci. Nazwali siebie „Myszołowami”, ponieważ konkurują z „Sokołami” i czasem atakują to, co im się wymknęło. Co jakiś czas, wybierają się na wypady do kilku bardziej oddalonych miasteczek. Są też najgroźniejsi - farmerzy. Nie śmiej się głupio tylko słuchaj, zanim walniesz jakąś gafę. Z farmerami nie ma żartów, podskoczysz któremuś a znajdą cię i przerobią na nawóz do swoich ogródków szklarniowych. Znają się równie dobrze na wyrywaniu chwastów co na karczowaniu intruzów. W tym mieście żarcie jest w cenie, ci ludzie wiedzą to najlepiej i nie dają sobie w kaszę dmuchać. Na swoich stadionach sadzą nie tylko ogórki i pomidory, a co dokładnie? Nikt nie ma odwagi sprawdzić czy zapytać. Najlepsze jest to, że działają oficjalnie, zaraz przy murach miasta i za porozumieniem z władzami Krakowa. W Trzeciej i Drugiej Strefie terenów zielonych jest mało, większość pól uprawnych znajduje się poza murami miasta. Środowiska farmerskie są bardzo hermetyczne i dobrze zorganizowane, i co najważniejsze, nie lubią dzielić się między sobą zyskami. Siedziby główne gangów ulokowane są na stadionach, w największej mierze temu, że te małe kawałki ziemi są łatwe w obronie. Główny front walk to Krakowskie Błonia, zwane teraz Polami. Gdy zobaczysz grupę ludzi obwieszonych sierpami, maczetami i w podobnych chustach na twarzach, lepiej wiedz na czyim terenie stoisz, zanim usłyszysz charakterystyczne „za kim jesteś?”.

— SEKTY —

Ni to wyznawcy jakiś religii, ni to gangi. Większość z nich to mąciciele wyrzuceni na zbity pysk przez Twardego z Czechy. Propagowane przez nich ideologie są na tyle niegroźne, że nie wzbudzają zainteresowania władz. Czasami tylko między sekciarzami a duchownymi dochodzi do większych bądź mniejszych spięć. W Krakowie co kilka kroków można spotkać kogoś, kto świeci dziwnymi teoriami niczym zalew Nowohucki nocą. Zaczyna się niewinnie, od zajawki na przedwojenne technologie, aż do poważnej obsesji na ich punkcie. Nawet się nie kapniesz, w którym momencie zaczynasz nosić na szyi tryb na rzemyku albo tatuujesz sobie taki na ramieniu. W taki właśnie sposób stajesz się członkiem Deus Ex Machina. Co oni robią? Czym się zajmują? Cholera ich wie! Ale to chyba nie może być nic złego, prawda? Następni w kolejce są Neuromanci, tak przynajmniej mówią na siebie kapłani tego porąbanego wyznania. Chorobliwie czczą elektronikę i robotykę. Podobno wierzą w osiągnięcie nirwany, poprzez zespolenie się całej ludzkości w jeden wspólny byt, w jakiejś globalnej sieci neuronowej. Niektórzy pieprzą coś o jakiejś transcendencji, inni o tym, że dusze ludzi zmarłych bezpośrednio w efekcie wybuchów nuklearnych krążą gdzieś po kablach. Ciężko w ogóle z nimi gadać, a co dopiero zrozumieć, co do ciebie mówią. Rozpoznać takiego możesz po jaskrawych dodatkach do ubioru, dziwnych, niepraktycznych gadżetach, kilogramie jakiegoś smaru we włosach, skórach, lateksach i butach po dupę. Albo po tym, że przesiaduje nocami w knajpie z głośną muzyką. W każdym razie, jeśli szukasz w Krakowie speca od elektroniki i komputerów, lepszej pomocy niestety nie znajdziesz.

— WYRZUTKI —

Pod miastem, zwłaszcza od strony Nowej Huty spotkać można to, co w pozostałości każdego większego miasta: ukrywający się przestępcy, świry, kanibale, degeneraci. Czasem zbierają się w niewielkie grupy, czasem samotny, nierozważny poszukiwacz skarbów trafi na jednego w ciemnym zaułku, zupełnym przypadkiem. Nie wiadomo do końca jak radzą sobie w paskudnym, skażonym środowisku, co jedzą i piją, ani w ogóle jak dają radę przeżyć. Czasami są wrakami ludzi, chodzącymi szkieletami, a czasem są niespodziewanie silni i wydawałoby się, zdrowsi niż miastowi. W każdym wypadku trzeba zachować szczególną ostrożność.

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus