Morze Wielkopolskie

Przeglądano 932 razy


Morze jak to morze. Zachodnie tereny Polski całkowicie zalały wody Bałtyku, więc jedyne, co różni Wielkopolskie od innych to, to że jest nieco nowsze. Temperatury panują tu wręcz tropikalne, zaś ludzie, którzy zdecydowali się mieszkać na lub w okolicy morza nazwać można na swój sposób egzotycznymi. Prawdę mówiąc, lepiej się mają na tutejszych wodach, niż wielu ludzi lądu. Wiesz, homo sapiens bardzo szybko przystosowali się do trudnych warunków i nie dość, że walczą z tym, co na lądzie, to jeszcze ich na wody poniosło! Dobrze sobie radzą, bo tutejsze zasady są proste. Jak drut. Nie posiadanie łodzi bądź czegoś innego, co unosi się na wodzie, a czym mógłbyś przemieszczać swój dobytek, równa się temu, że nie powinieneś przebywać w pobliżu Morza Wielkopolskiego. Nie jest to dyktowane jakimiś głupimi prawami czy lansem, jednak tym, że aby żyć, najlepiej trzymać się jak najdalej od dna. Swoją drogą, jeśli cenisz swoje bezpieczeństwo, to od wody też. To już nie stare dobre morze, gdzie jak coś ci wpadnie, to możesz zanurkować i zgubę złapać. To jest nowe, złe morze, gdzie twoją zgubę pochłonie radioaktywny muł, a ciebie wpierdoli syrena bądź lewiatan, jeśli masz w życiu pecha. Teraz przenieś wzrok na tutejszych, bo warto – ci wariaci mieszkają sobie na pływających domach. Jeszcze raz: PŁYWAJĄCYCH. DOMACH. Dociera już, kto jest prawdziwym hardkorem?

Na zachód, nieopodal granicy z Niemcami jest niewielki, na wpół dziki archipelag wysp. Na jednej z nich, mniej więcej na wysokości Zielonej Góry, znajduje się jeden z największych portów rybackich. Korzystają z tego, że wody w okolicy są bardziej otwarte niż w zatokach Wolina, łapią w sieci co popadnie. Większość nie nadaje się do spożycia, jednak przynajmniej pochwalić się mogą systematycznym zmniejszaniem populacji wodnych paskud. Mniejszość zaś, skoro już o tym mowa, wystarcza im na przetrwanie i handel z lądem.

Kolejnym ważnym punktem jest Półwysep Poznański. Nawet da się tam żyć, między innymi dzięki rybackiemu portowi na archipelagu: stanowi największy ośrodek handlowy pomiędzy lądem a wodą. Eksport, import czy wymiana – im to bez różnicy. Mają skurczybyki czym handlować, bo okolice zalało nim chłopaki je zdążyły dopaść. Wyobrażasz to sobie? Niezłupione pod wodą, zamknięte na cztery spusty domy, sklepy, nawet fabryki… Z tym, że no właśnie – raz: pilnują tego Poznaniacy, dwa: spróbuj tam zejść w kąpielówkach. Szczerze życzę powodzenia. Przy okazji, skafandry nie są na sprzedaż. Poza półwyspem może i tak, ale tutaj to miejscowi mają na nie monopol.

Mówiąc „miejscowi”, mam na myśli Dianę. „Czarna Mewa” to krewka babka, nieco po czterdziestce. Rządzi tym miastem, a i duża część mieszkańców morza, wyłączając z niego oczywiście mutaki, szanuje jej osobę i jeśli nie podporządkowuje się, to przynajmniej idzie na ugodę. Mewa zaczynała jako nurek, a swojej fortuny i pozycji dorobiła się na znaleziskach. Jedna trzecia tego, co z okolicznych terenów na ląd wynieśli, to jej zasługa – tak przynajmniej mówią… Teraz to ona mówi, kto schodzi pod wodę i gdzie, czujnym okiem i z „matczyną czułością” nadzorując co się da. Ma żyłkę do handlu, szacunek, jedno oko… W sumie, to czego chcieć więcej?

Jeśli nie pasuje ci Poznań, zapraszamy do Nartnika. Nartnik, nazywany też „oszpeconą siostrą Wenecji”, to pływające miasto powstałe z inicjatywy sympatyków domów na wodzie, więc jak możesz się spodziewać, trudno tu o kogoś normalnego. Jakby na to przychylniejszym okiem spojrzeć, bez oceniania ich poczytalności, to można by Nartnika nazwać pływającą fortecą. Mają, co trzeba by przeżyć sztorm, czy atak zmutowanych piratów, port, ogrody na dachach, w których hodują słonowodne rośliny oraz laboratorium doczepione przez przyjezdnych jajogłowych. Wszystko pozlepiane na pierwszy rzut oka niechlujnie, jednak ważniejsze, że stabilnie. Mają swoją własną, małą flotę oraz nurków, zaś sensem ich życia jest pokazanie Mewie, kto rządzi na Wielkopolskim. Głównodowodzącym jest tutaj sir Kapitan Heniek Nożoręki. Pochwalić może się złą sławą, rozbieganym spojrzeniem i szybką ręką, która w połączeniu z niebywałą celnością stanowi zagrażające życiu połączenie.

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus