Poznań

Przeglądano 883 razy

POZNAŃ


Ej, dzieciaku. Słyszałeś może o Poznaniu? Wielkie, olbrzymie miasto, do którego ściągają statki z całego morza wielkopolskiego! A jaki tam panuje burdel i mezalians. Nie uwierzycie, w samym mieście kąsają się cztery pieski, które każą nazywać się mafijnymi rodzinami. Według mnie mają więcej wspólnego z dziecinnymi przekomarzaniami i ze zwierzętami, ale fakt faktem, że do portu spływa gorzała, narkotyki i dziwki są głównie ich zasługą. A kiedy towarzystwo jest zaspokojone i nagrzane, wtedy w mieście jest dość spokojnie. A w samym porcie króluje ona, Księżna Diana, znana też jako Czarna Mewa. To głównie przez nią Poznań jest znany jako miasto piratów, niczym mityczna i legendarna Tortuga, gdzie dziwki podciągają kiecki średnio pięć razy na jedną butelkę piwa podaną przez barmana. Poznaniacy mają swój specyficzny język, jeżeli o tym nie wiedzieliście. Po czym poznasz Poznaniaka? A przez to, że na kasę nie powie kasa, a bejmy. Tak, tym się u nich płaci. A znowu wiecie, co żrą? Gzik z pyrami. Co prawda nabiał pochodzi od żubrów, a same pyry pyr już nie przypominają, a jednak to żrą. Równie popularne są świecące bedki czy inne licho. Ogólnie dziwni ludzie… Idziesz do kogoś w gości, a tu tylko paluszki i szklanka wody na stole. Reszta w szafie schowana. Ale mimo wszystko mają niezwykły hart ducha. I nie mowa tu o bogaczach, którzy wyszli ze schronu jedenaście i zaczęli bawić się w gangsterów, nie mowa tu o piratach, którzy upodobali sobie jako port wystające z wody wieżowce. Mowa tu o prawdziwych Poznaniakach, którzy żyli w tym syfie daleko od bezpiecznych wysp, kilkanaście kilometrów nad bezpiecznie zaplombowanym przyszłym nowotworem tego miasta. To Ci ludzie, którzy przystosowywali miasto do życia, a kiedy wszyscy inni siedzieli w bezpiecznych dziuplach, byli nie żdżarcia.

Zahaczenia o Poznań nie może też sobie odmówić żadna karawana, czy to morska czy lądowa. I choć dziwne by było takie łażenie w paszczę lwa, w końcu tyle tam zła, ale przed wojną był tam pewien kompleks budynków, który do tej pory się uchował. Czarna Mewa, nie ukrywajmy, trzęsie tym miastem. Sobol, jedna z wysoko postawionych w tym kartelu osób,  ma wtyki w frakcjach kupieckich i kiedy frakcja powołuje się na Sobola, jest bezpieczna. Wszelki handle czy to za bejmy, czy to barter… Wszystko odbywa się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. A kiedy handlarze załatwią swoje sprawy, wskakują w swoje wehikuły i gnają starą A4, przez Konin na Łódź. Przed wojną w Poznaniu działała cała masa fabryk – od wędliniarskich po fabryki Volkswagena. Kiedy Czarna Mewa zaczęła wyławiać zalane części maszyn, zainteresowani tym Poznaniacy skupowali to i składali tam gdzie było na to miejsce, tym sposobem Poznań mógłby się stać potentatem w produkcji stalowych pancerzy, broni białej i co ważniejsze, palnej wraz z amunicją. Ale tak się nie stanie, niestety nie ma takiej opcji w tym mieście. Każdy Poznaniak skrobie rzepkę na własny rachunek, a rozrzucone po mieście faktorki są słabe i bez współpracy wiele nie osiągają. W dodatku z małych przedsiębiorców, rodziny ściągają całe tony żetonów przeróżnych haraczy, a frakcje handlowe wysysają to, co zostanie. Gdyby wyeliminować toczącą Poznań zarazę, jaką są bijące się gangi, wtedy z pewnością miasto by rozkwitło. Ale i gangi mają swoje źródła broni spoza granic miasta, niestety do walki na pałki jeszcze im brakuje, a do tego chce ich sprowadzić Czarna Mewa, poprzez karanie ludzi sprzedających broń rodzinom z miasta. Oczywiście na zwykłego faceta, który ostatnimi groszami złożył frezarkę przypadało pięciu gangsterów czujących w tym interes i żądających okupu za ochronę. W ten sposób Poznań można podzielić na dwie części. Nadmorską i zurbanizowaną.

 

— DZIELNICA „NADMORZE” —

Widzisz tamte wystające z wody wieżowce, sięgają wiele metrów nad powierzchnię. Na szczęście architektura poszła na tyle do przodu przed wojną, że te budynki przeżyją mnie, Ciebie, a może i wszystkich ludzi. Między każdym wieżowcem rozciągają się zwodzone mosty i kładki pontonowe… Chociaż nie wiem, czy pustą beczkę po oleju można tak określić… Mniejsza. Prawie każdy wieżowiec jest ze sobą połączony, a czym bliżej brzegu, tym widać ich coraz więcej. Kiedyś były tam całkiem przytulne mieszkania, a teraz to jest słynny poznański port. Codziennie do wieżowca przybija jakaś jednostka, handluje tam i odpływa kierując się na południe, północ lub zachód. Widzisz tamte trzy samotne wieże połączone tylko ze sobą, prawie że na końcu portu? To magazyny Czarnej Mewy. Można się tam dostać tylko kładką, a na jej końcu czeka CKM. Czy wystrzeli, zależy tylko od twoich zamiarów i tego, jak wysoko idąc po kładce będziesz miał ręce w górze. Zresztą przed samym mostkiem jest tabliczka. Jak nie umiesz czytać, to masz cholerny problem.

— BARY —

— CZERWONY SMOK —

Ależ tam czerwonkę mają, ależ ona pali w mordę. Od ognistego posmaku w mordzie wzięła swoją nazwę ta tawerna i nie jest to żaden ukłon w stronę Azji. Nie potwierdzona plotka mówi, że barman miesza wódkę z chili. A potem, jak to wypijesz, możesz tylko ziać ogniem. Utworzyło się też pewne powiedzonko. „Dobra czerwonka pali dwa razy”. Nie wpadajcie też do kibli, kiedy usłyszycie odgłosy bólu, jak napijesz się pod Czerwonym Smokiem niedługo sam tam wylądujesz, wydając te same odgłosy.

— SANDAŁ JEZUSA —

Bawi Cię nazwa, a to bardzo urocza tawerna. Rzadko tam ktoś ginie, bardzo lubią ją szabrownicy z Czarnej Mewy. Ogólnie knajpa serwuje filtrowaną do skutku czerwonkę, która w kolorze nawet przypomina przedwojenną wódkę. Dolewają też tego do soków, w wyniku czego mają idealny napitek dla płci żeńskiej – wino! A, sama nazwa. Knajpa niczym kapeć Jezusa, który po wodzie przecież chodził, unosi się na wodzie w porcie niedaleko magazynów Czarnej Mewy. Na ścianie Sandała wycina się nożem nazwy statku, której załoganci tam zawitali. Taki zwyczaj. Jest nabazgrolone tam też „Łez Padół”.

~*~

Dzielnica kończy się pod ratuszem, gdzie wodzie ustępuje to, co szczury lądowe lubią najbardziej. Stały grunt pod stopami. Reszta Poznania na północny-zachód od ratusza, stoi w wodzie bądź pod wodą. Lub udaje port.

~*~

Część zurbanizowaną podzieliły między siebie gangi, choć i one są coraz bardziej wypierane przez cywilów i piratów z portu. Na granicy Nadmorza z lądem, często dochodzi do walk, a trup ściele się gęsto. Sama Czarna Mewa zagarnia coraz większe przestrzenie, a mafiozi dezerterują lub przyłączają się do pirackich band. Powiedzmy sobie prosto w oczy, zabawa w mafię przestaje być opłacalna, kiedy to samo można dostać za lepsze pieniądze ze statków, a blokady towarowe organizowane przez Czarną Mewę utrudniają zdobycie lepszej do nich broni, w celu wypowiedzenia otwartej wojny. Z rodzinami mafijnymi handluje tylko Konin – swoimi bateryjkami i węglem, choć i on robi to coraz mniej chętnie i o wiele bardziej widziałby się w handlu Czarną Mewą.

— NAJWAŻNIEJSZE BUDYNKI DYSTRYKTU —

— RATUSZ —

Siedziba władz, a raczej miotanych pomiędzy pięcioma siłami pionków, trzęsącymi portkami tchórzami lub łasymi na kasę gnojami. Umówmy się, Władzy w tym mieście nie ma, a to, co spróbowali utworzyć mieszkańcy, skończyło się właśnie tylko na próbowaniu. Jedyną prawdziwą władzę trzyma w mieście ze swej barki Diana, przywódczyni Czarnej Mewy. To, czy jej flota nie postawi w porcie blokady odcinając miasto od zaopatrzenia, to tylko dowód, że kobieta ma łeb na karku i wie, że więcej zdziała jednając do siebie obywateli.

— ZAMEK CESARSKI —

Zajęty przez jedną z rodzin mafijnych, nazywających się Jeżowcami. Toczą zacięte boje z Wilsonami, głównie poprzez bezpośrednie sąsiedztwo. Superfabryki narkotyków ulokowanej w palmiarni oraz super cesarskiego burdelu ulokowanego w Zamku Cesarskim właśnie. Każda komnata została zmieniona w więzienie dla danej dziewczyny, które są wykorzystywane przez nienasyconych klientów wbrew ich woli. Za odpowiednią kasę zaspokoisz tam każdy fetysz – od krępowania, bicia, fetyszu krwi, aż po te bardziej hardcorowe…

— PALMIARNIA —

Kiedy wybuchły bomby, rośliny z różnych krajów rosły sobie spokojnie, doładowywane przez promieniowanie. To jedyne takie miejsce w Polsce, a może nawet w Europie, gdzie można zobaczyć przedwojenne rośliny. Co prawda nieco większe, ale nadal idzie z nich wyrabiać używki, co szybko odkryli Wilsonowie. Proszki, zastrzyki, inhalatory, a może chcesz coś zapalić? Mają w swej ofercie dosłownie wszystko, a produkowane jest to właśnie tam.

— KASYNO „TWIERDZA POZNAŃ” —

Zajęta przez Dębów, a wraz z nimi do twierdzy wprowadziły się stoły do black jacka, pokera i oczka. Zaraz za nimi ciasne korytarze wypełnili jednoręcy bandyci, stoły do ruletki i uzbrojeni po zęby ochroniarze. Ich kasyno jest najbezpieczniejszym miejscem w tej części kraju, a przez to nie narzekają na brak klientów. Nie prowadzą żadnej otwartej wojny, a wręcz handlują z Maltanami. Klienci muszą coś pić.

— MALTA —

Siedziba Maltan, a ich głównym domem jest wielospecjalistyczny szpital im. Józefa Strusia, gdzie znaleźli interesującą ich aparaturę do destylowania gorzały, oraz na ternach dawnego Nowego Zoo. Zwierząt nie ma, ale zostało całkiem sporo drzew i wiader. Jedne napędzają destylatory, drugie służą za ich części.

— 31. BAZA LOTNICTWA TAKTYCZNEGO —

Jeden wielki krater, baza została zaatakowana jako jedna z pierwszych. Połowa samolotów nawet nie zdążyła wzlecieć w powietrze, kiedy uderzyły rakiety, a teraz jest to poważna pożywka dla złomiarzy, którzy szukają tu części dla drobnych mieszczan żyjących z wydobywanych z dna morza maszynach, dzięki którym produkują broń biała, pancerze, amunicję i tym podobne.

— LOTNISKO ŁAWICA —

Stoi tu masa niesprawnych maszyn, w pierwszych godzinach walki zostały wszystkie uziemione. Dopiero po pewnym czasie, kiedy większość ludności Poznania schowało się w schronie 11, ci, dla których brakło miejsca, rozebrali stojące tam samoloty i na wzgórzach niedaleko Poznania zbudowali slums. Slums stoi tam do dziś, a z niektórych elementów z pewnością dałoby się do dziś złożyć sprawny samolot.

— ZESPÓŁ BUDYNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH TARGÓW POZNAŃSKICH —

Klika otoczonych wysokim płotem budynków, zajmowanych przez frakcje handlarzy, którzy wyrwali ten kawałek ziemi z łap Jeżowców i Wilsonów. Jest to ziemia niczyja i każdy może tu handlować, jak mu się żywnie podoba. Broń wnieść możesz, ale za jej wyjęcie możesz zarobić kulkę między oczy od najemników najętych przez frakcje. Najbardziej popularną jest “Kowalski i synowie”.

— WYCIEŃCZALNIA —

Jak zwał, tak zwał. Miejsce to znajduje się pod kuratelą Maltan, ale każdy ma tam dostęp. Miejsce często odwiedzane przez łowców niewolników. Główne źródło atrakcji, zabawy i miejsce spotkań Poznaniaków. Na czym polega ów zabawa, już tłumaczę. Do klatek po zwierzętach, wpuszcza się niewolnika uzbrojonego w maczetę, pałkę, czasem w pistolet z jedną kulą. Z drugiej strony wpuszcza się zmutowanego niedźwiedzia, kilkanaście goliatów, sforę zmutowanych psów… Publika siedzi wokół klatki, VIP może wykupić sobie podwyższenie i obserwować jak niewolnik zostaje zamordowany, czasem próbując walczyć. Ubaw po pachy!

— GILDIA NAJEMNIKÓW —

Biuro gildii najemników skupiające zadania z całych poznańskich okolic, obowiązkowe miejsce do odwiedzenia przez żądnych przygód i pieniędzy najemników. Przynależność do ów gildii to bardzo zyskowny interes. Im wyżej w hierarchii, tym lepsze zadania.

— GANGI POZNANIA —

— WILSONOWIE

Odpowiedzialni za produkcję narkotyków i wszelakiej chemii, którą można jakkolwiek zażyć. Liderzy produkcji w Poznaniu. Swoją siedzibę mają na Jeżycach, a ich główną fabryką prochów jest poznańska palmiarnia, gdzie zmutowanych roślin nigdy nie brakuje.

— DĘBY —

Pochodząca z Dębca szajka odpowiedzialna za hazard. Najbardziej chyba przyjazna rodzina mafijna, bowiem mają zasadę nie kantować swoich klientów. A kiedy ktoś ich podejrzewa o kantowanie, wtedy Dęby pokazują swoją brutalną stronę. Nie są liczni, ale mają coś, co daje im nietykalność, a mianowicie resztki Twierdzy Poznań. W dodatku żyją w sporej odległości od miasta, a to daje im spokój. Im i ich klientom. Nie wiadomo skąd, ale noszą wyglądające na drogie garnitury i najbliżej im do prawdziwej mafii z przedwojennych filmów.

— JEŻOWCY —

Dziwkarze, handlarze żywym towarem, łowcy niewolników i stręczyciele. Wszystkie najgorsze przymioty do nich pasują, a zamienienie Zamku Cesarskiego w burdel jest tylko potwierdzeniem tego, jak są brutalni. Przez bliskie ulokowanie ich przybytku z zespołem budynków Międzynarodowych Targów Poznańskich, nie narzekają na brak klientów, mimo ich metod pozyskiwania pracowników. Ich ubiór dominują ostre ćwieki upodabniające ich do jeży.

— MALTANIE —

Zajmują tereny rozlokowane wokół jeziora Malta oraz sieć budynków po byłym zoo. Ich destylarnie dymią wysoko i spalają masę drewna, śmieci i tak dalej, przy czym mimowolnie oczyszczają miasto. Palą nawet trupy, jak powiada ich boss – opał to opał, na chuj drążyć temat. Główni dostawcy alkoholu na terenie, nie tylko Poznania, ale również tego co zostało z Wielkopolski.

 

— NPC —

— JEŻOWCY —

Papa Jeż

Siwowłosy staruszek palący nałogowo fajki oraz wdychający halucynogenne opary, uwielbia ostry seks (a mówiąc o „ostrym” seksie, mam na myśli taki z wykorzystaniem ostrych narzędzi i lejącą się krwią) i to on gra główne skrzypce w Jeżowcach. Jest ich szefem, przywódcą i mentorem. Nie wie, co to litość czy współczucie, a przy tym ma łeb na karku. Chodzą słuchy, że w schronie 11 był inżynierem.

Młot

Debil nad debile, którego Papa Jeż wykorzystuje jako swojego ochroniarza i żywą tarczę. Dzieciak z porażeniem mózgowym, który nie widzi świata poza Papą. Szkoda tylko, że ten dzieciak ma ponad dwa metry, krzepę jak mrówka i brak poczytalności.

  

— WILSONOWIE —

Mandelejew

Gość ma łeb, jak sklep, a przy współpracy z pozostałymi członkami Wilsonów majstruje takie prochy, że mózg we łbie kołuje, niczym Tupolew. Mało kto się zna na czymś, co nie jest związane z przetrwaniem, a on zna chemię, jakby się z podręcznikiem do niej urodził w garści. Jego ostatni dobry pomysł, który nie zabijał zbyt wielu klientów to inhalator z “księżycowym gazem”. Ale jego składniki i proces produkcji to najbardziej strzeżona przez Wilsonów rzecz, jaką mają. Nie mówiąc o innych receptach na prochy.

Botan

Kolejny łebski gość, choć ten oprócz tego, że zna się na roślinach, to jeszcze potrafi dobrze posługiwać się łukiem. Ściśle współpracuje z Mendelejewem w procesie wytwarzania narkotyków na bazie roślinnej, których w palmiarni nie brakuje.

Krawat

Może Mendelejew i Botan tworzą prawdziwe narkotyczne cuda, ale to on je sprzedaje i jest odpowiedzialny za zyski. Bez niego Wilsonowie zapewne by splajtowali i musieli opuścić palmiarnię. Często organizuje dla znudzonych Poznaniaków happeningi, gdzie rozdaje za darmo działki. Ale co z tego, że straci z pięćdziesiąt uncji towaru, skoro po towar potem wrócą niejednokrotnie. Ponoć przyjmuje też zapłatę w naturze, niezależnie od płci.

 

— MALTANIE —

Colonel

Z pseudo-wojskową historią, Colonel znalazł swoje miejsce wśród dzikich ostępów nad jeziorem Maltańskim i od tego zbiornika wodnego właśnie, nazwał swój gang. Colonel trzyma wszystkich swoich ludzi twardą ręką, ale nie atakuje konkurentów. On sam też nie jest atakowany, kto by chciał jakieś puste klatki i kałuże radioaktywnej breji.

Dziadzia Bimber

Staruszek zna się na warzeniu gorzały, jak nikt inny. Zanim nad Maltę wprowadzili się Maltanie, mieszkał tam i sam sobie pędził gorzałkę. Podobno, gdy Colonel spróbował jego roboty, to popłakał się ze szczęścia, a potem wyściskał dziada. Widząc to dziadek ponoć też się poryczał. W ten sposób powstał całkiem zgrany duet. Colonel – ochrona, Dziadek Bimber zarządzanie produkcją.

Roksana

Kobieta w średnim wieku, ale nadal całkiem ponętna i nie jeden Poznaniak się za nią ogląda, gdy go mija. Zresztą, ona sama to lubi. U Maltan zajmuje się importem i łatwieniem składników na alkohole. Posiada nawet starą prasę drukarską kupioną od Czarnej Mewy, w której drukuje etykiety na butelki. Maltańska wódka jest nie do podrobienia.

 

— DĘBY —

Don Przemysław

Albo Przemek, po wyjściu z schronu 11 od razu zaczął budować swoje imperium na hazardzie. Niestety nad zarobek przekładał oszczędność i w dupę go ta oszczędność ucięła, choć zajmował cały centralny Poznań, został wyparty na zadupia. Tam dopiero wraz ze skromnym kapitałem ludzkim, rozkręcił Kasyno „Twierdza Poznań”. Największe takie w Polsce, nie licząc tych cholernych Lublinian.

Scyzor

Kiedy masz problem z kanciarzem, idziesz do Scyzora. Scyzor wyciąga swój scyzoryk i scyzorykuje kanciarza. Oscyzyrykowany kanciarz więcej razy tego nie spróbuje, z prostego powodu. Ciężko jest trzymać karty bez dłoni.

Witold

Witek jest typowym księgowym, robi wszystko, żeby gracze dostawali jak najmniej kasy, a przy tym jej jak najwięcej zostawiali. Ulokowanie kasyna w Twierdzy pozwala dość korzystnie współpracować z pozostałymi rodzinami, które dostarczają Dębianom tego, czego kasyno potrzebuje – alkoholu, narkotyków i kobiet do towarzystwa.

Żak

Jest świetnym matematykiem i choć nigdzie jej nie studiował, to liczenie prawdopodobieństwa, kto ma jakie karty robią z niego świetny mobilny kalkulator. W kasynie jest kierownikiem krupierów. Kiedy za bardzo wygrywasz, a krupiera zamienią na Żaka, no cóż. Stracisz wszystko.

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus