Małopolska

Przeglądano 1112 razy

MAŁOPOLSKA

Niegdyś Małopolska zajmowała sporą powierzchnię w południowo-wschodniej części kraju. Można śmiało powiedzieć, że była krainą miodem i mlekiem płynącą; zachwycała krajobrazami, miastami kryjącymi wiele zabytków oraz różnorodnością terenu – od płaskich pól uprawnych, po górzyste rejony Beskidu Wyspowego. Na długo przed wojną słynęła z trzech rzeczy: swojej stolicy – Krakowa, rzeki Wisły i najstarszego w kraju uniwersytetu, nazwanego Uniwersytetem Jagiellońskim. Przed wojną i najazdem nuklearnym na Polskę, przepiękne zielone, często zalesione tereny, przeplatały się z polami uprawnymi; ziemia była tutaj urodzajna, a i zabytków nie brakowało. Miasta, wsie – miejsca połączone na zawsze z historią kraju – w ciągu kilku godzin przestały istnieć, zmiecione przez bombę i radioaktywną chmurę. Rzeka przetrwała ciąg nalotów i bombardowań, ale jej brzeg miał mocno zmienioną linię. W większości pozostała żeglowna, dzięki czemu barka Alojzego może swobodnie przemieszczać się pomiędzy Krakowem, Warszawą, Bydgoszczą i Poznaniem.

Gdy podkrakowska Nowa Huta została zamieniona w ogromnych rozmiarów krater, a radioaktywny opad zabił wszystko, co znajdowało się w promieniu wielu kilometrów od miasta, w Małopolsce nastały nowe rządy. Pancerniacy. Po świetnej akcji swoich oddziałów pod Wrocławiem, Pancerniacy stali się jedną z najważniejszych działających w NeoPolsce frakcji. Resztki elitarnego oddziału właśnie Małopolskę uznały za swój teren, a Kraków za siedzibę. Nie było to złe dla okolicznej ludności: Pancerniacy dbali o swoje interesy, ale i stanowili jednostkę obronną dla wszystkich zamieszkujących podległe im tereny. Dzięki temu w samym Krakowie zyskali sporą rzeszę zwolenników. Pancerniacy stanowili prawo nie tylko w mieście. Strefa ich wpływów sięgała od Radomia na północy, po Kraków na południu i Rzeszów na wschodzie. Dzięki temu Małopolska stała się miejscem względnie bezpiecznym, jeśli oczywiście nie liczyć zmutowanych na Szarym Pustkowiu oraz w krakowskiej Strefie Śmierci. Dbali oni o okolicznych mieszkańców wychodząc z założenia, że dzięki takim działaniom jeszcze bardziej urosną w siłę, co być może w przyszłości pozwoli im na podbijanie kolejnych terytoriów.

Na południe od stolicy Małopolski rozciąga się Szare Pustkowie. Wbrew nazwie nie jest ono szare, a raczej brunatnozielonożółte. Wcześniej tereny te były lekko górzyste, zalesione, a ziemia nadawała się pod uprawy z czego okoliczni mieszkańcy chętnie korzystali. Po wybuchu, krajobraz zamienił się diametralnie, w bezkresną krainę porośniętą pożółkłą trawą, gdzieniegdzie przetkaną kępami średniowysokich kolczastych krzewów. Pagórki Beskidu Wyspowego w większości zostały zrównane w jedną wielką, bezkresną podobną do stepu połać ziemi, przeoraną pagórkami, które niegdyś tworzyły szczyty Beskidu, Gorców i Pienin. Ten teren zdecydowanie nie nadaje się do zamieszkania, choćby ze względu na sporą radiację. Pomimo czasu, jaki upłynął od samego wybuchu, pozostałe doliny stały się naturalną barierą dla odpływającego zanieczyszczenia. Wędrowanie po tych terenach jest więc nie tylko niebezpieczne, ale i prowadzić może do zgubnego w skutkach wzrostu poziomu radiacji. Tutaj nawet ludzie odważni zapuszczają się rzadko. Zresztą i tak nie ma po co odwiedzać tego miejsca. Miasta i miasteczka przykryte ogromnymi warstwami ziemi, stały się praktycznie niedostępne dla poszukiwaczy.

Na północ od Krakowa, praktycznie aż do samych Kielc, rozciąga się poatomowa sawanna. Niska trawa i gdzieniegdzie powyginane drzewa tworzą razem monotonny krajobraz. Ale spać tutaj się nie da, a przynajmniej nie powinno się zasypiać bez gotowej do użycia broni. To raj dla mutantów! Jeśli zaśniesz i nie obudzisz się w porę, zjedzą Cię Skurczybyki lub Mutomilki. Bo tutejsza ludność, choć nie jest jej zbyt dużo, wyspecjalizowała się w hodowaniu Mutomilek. Zapytasz co to? Takie zbliżone do krowy coś, co powstało wskutek genetycznych prac Instytutu Rolniczego w Krakowie. Co prawda, nie dają one mleka i żywią się mniejszymi od siebie zwierzętami, ale jeśli doczekać do odpowiedniego wieku, można mieć spory kawał mięcha do sprzedania. I tym właśnie trudnią się okoliczni mieszkańcy. Są często odwiedzani przez Pancerniaków, którzy właśnie między innymi tutaj uzupełniają zapasy żywności dla miasta.

Wybierając się na wschód, w kierunku Rzeszowa, krajobraz jest bardziej przyjazny. Tutaj też przeważają trawy postsawanny, ale od czasu do czasu powykręcane od podmuchu siły bomb drzewa urozmaicają krajobraz skupiskami pozbawionych koloru postapokaliptycznych pseudolasów. W tym rejonie spotkanie osady ludzkiej graniczy niemal z cudem. Królują za to tutaj pozostałości po miastach i miasteczkach, co czyni tę część krainy rajem dla poszukiwaczy. Nie wszytko, co zostało odkryte, zostało też zbadane, więc co i rusz spotkać tutaj można mniejsze i większe obozy, postawione przy drodze i obwarowaniami chroniące przed zmutowanymi istotami zamieszkującymi te tereny. A sporo ich się nazbierało... Ci, którzy choć raz byli w okolicy wiedzą, że tutaj bez broni się długo nie pożyje. Jednak nie przeszkadza to ludziom dość tłumie przybywać w te tereny, gdzie wciąż dość łatwo obłowić się na jednym z cmentarzysk miejskich. Droga do Rzeszowa teraz już nie przypomina drogi. Miejscami jest to po prostu trakt, ciągnący się wśród traw, czasem przetykany niezerwanym jeszcze starym asfaltem. Kiedyś były plany, by Kraków, Rzeszów i Rosję łączyła autostrada, ale z powodu napięć na linii GOP – Wszechruś, nic z tych planów nie wyszło. Im dalej na wschód, tym mniej ruin, a co za tym idzie – mniej namiotów poszukiwaczy przy trakcie. Trawa została zastąpiona przez suchą ziemię, a krajobraz przypomina w najlepszym wypadku półpustynię, biorącą w swoje posiadanie gruzy po dawnej cywilizacji. Liczne ślady szklarń, farm chmielu i tytoniu migoczące pomiędzy wszędobylskimi pagórkami a także infrastruktury wydobywczej z czasów potęgi gospodarczej starej Polski świecą pustkami bądź są zamieszkane przez szabrowników niebacznych na zagrożenie ze strony mutantów, którzy nadchodzą ze wszystkich stron. Roślinność występująca w regionie przypomina kuzynów z Roztocza, dominują kępy traw wydmowych i cierniste, powykręcane krzewy. Brak tutaj jakichkolwiek wyższych form roślinnych.

Na północ od samego Rzeszowa wyraźnie widać wpływy Barbarzyńców. Wcześniej w miarę przyjazny teren tutaj staje się dziki i niebezpieczny. Poza mutantami, które przenikają przez granicę z lasów NeoTajgi, często spotkać tutaj można krążące po okolicy grupy uzbrojonych po zęby szabrowników. Wypuszczają się oni nawet aż pod Lublin, licząc na łatwy zarobek wędrujących po okolicy. Nie ma tutaj miejsc, które przyciągałyby bardziej niż największe miasto tego regionu – Rzeszów. Pozostałe, okoliczne miasta i miasteczka sprzed wojny od lat stanowią miejsce, które porządni ludzie omijają. W ruinach spotkać można nie tylko zmutowane zwierzęta, ale i humanoidalne istoty siejące postrach nawet wśród Barbarzyńcow.

Tereny na południe od Roztocza są odrobinę przyjaźniejsze dla ludzi z powodu zamieszkujących Rzeszów wojskowych i bogactwa naturalne. Występujące w tym rejonie złoża ropy naftowej i gazu już za czasów Cesarstwa pozwoliły wzbogacić się miejscowym, przez co osiągnęli oni dużą niezależność. Podczas, gdy w Krakowie trwały zamieszki pomiędzy napływającymi z południa zmutowanymi, a Pancerniakami, którzy wraz z większością mieszkańców bronili miasta, w Rzeszowie rósł w siłę lokalny oddział Barbarzyńców. Trwająca kilkadziesiąt lat izolacja była spowodowana brakiem zaufania do grup z zachodu. I szczerze mówiąc Rzeszów nie wyszedł na tym źle. Podczas, gdy resztę Polski trawiły mniejsze lub większe konflikty, Rzeszów odcięty od nich trwał przez lata niemal w niezmienionym stanie, aż do teraz.

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus