Trójmiasto

Przeglądano 1395 razy

TRÓJMIASTO

Inaczej Miasto Trójgłowych Lwów, czyli Trójlew

Dane:

— populacja: 18 tysięcy;

— relacje: rządzi Ira;

— główna waluta: bursztyn;

— stan aktualny: w konflikcie, podzielone.

 

Naprawdę trudno jest nigdy nie usłyszeć o Trójmieście. Zwykle są to jednak same ogólniki, plotki średnio się mające do stanu faktycznego. Ale nie bój nic! O Trójlwie to ja mam sporo do opowiedzenia. Od początku więc: kiedyś na metropolię składały się trzy pomniejsze miasta. Najstarsze, Gdańsk, było najbardziej wysunięte na wschód; na zachód od niego znajdował się Sopot, który oddzielał go od Gdyni – i powiem ci chłopie, że całe szczęście tej dwójki, że ich cokolwiek odgradzało, bo by jedni drugich wybili pewnie jeszcze przed tą cholerną Wojną. Gdańsk zazdrościł Gdyni, rozumiesz, nowoczesności, za to Gdynia Gdańskowi urokliwości starych uliczek i tradycji. I skończ, kurwa, ziewać, bo wierz mi, młody, że nie gadam ci o historii nadaremno. Tym, co przede wszystkim o Trójlwie musisz wiedzieć to to, że Gdańsk z Gdynią wciąż napierdalają się równo jak za starych, dobrych czasów.           

Większość łodzi zatrzymuje się w porcie Motławskim, więc zapewne pierwszym miejscem w Trójlwie, do którego trafisz, będzie Błękitna Strefa. Jest to dawna starówka miasta i chyba najmniej zniszczona jego część, bo rzekę trzymano w korycie na tyle wprawnie, że pochłonąć zdołała tylko niewielką wysepkę ze spichlerzami. W tej Strefie znajdziesz niemal wszystko, czego potrzebujesz – o ile tym, czego potrzebujesz jest dobra amunicja, jedzenie bądź transport. Cokolwiek by nie mówić, ex-metropolia nie ma zbyt wielu technologicznych cudeniek, za to niemal cały Nowy Wolin pełen jest żyznych gleb, tylko proszących się o uprawę. Większość spośród mieszkańców to rolnicy – niech cię jednak nie zwiedzie ta niewinna nazwa, bowiem każdy z nich szkolony jest również, by radzić sobie w chwili zagrożenia. Rola na Wolinie ma to do siebie, że się o całe kilometry często oddalasz od bezpiecznej strefy. Poza nią pewien możesz być tylko tego, że wszystko wokół chce cię zabić. Co najmniej. Jak już się obkupisz, to pewno by się lokum znaleźć chciało, co nie? Większość mieszkańców oraz niemal wszyscy przyjezdni lądują w Strefie Szarej, oddalonej o kilka kilometrów od centrum. Osiedle wygląda trochę jak Wenecja, wiesz: mieszkanka, elegancko, a zamiast ulic ścieki. Bez łódki ani rusz w te strony, bo pływać w tym nie radzę przynajmniej do czasu, aż zdecydujesz się na nową parę rąk z dupy albo inne szczękoczułki. Trójmiejskie wody są jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co się trafi. „Ale co ty mi tu pierdolisz” – zaraz mi powiesz – „przecież radiacja poszła dawno temu w pizdu, a przynajmniej już nie zabija”. Bla, bla, bla… A słyszałeś kiedyś o sinicy? No. To wyobraź sobie, że po oberwaniu nie tylko radiacją, ale też toksycznymi odpadami, trochę się w Bałtyku pozmieniało. I te pierdolone sinice to twój najmniejszy, najmniej palący problem… No, ale dosyć straszenia, bo mamy jeszcze nieco przed sobą.

Słyszałeś może o tej niewielkiej, malutkiej części Pancerniaków, którzy ostali się w mieście? Jeśli nie, to właśnie słyszysz. To od nich idzie dobre ammo i wszelkie cokolwiek, że tak powiem, co powiązane jest z bronią czy technologią. Zajmują stadion na niemal całkiem zalanych terenach. Strefa Bursztynowa, bo niegdyś właśnie ten kruszec przypominał obiekt. Ciężko się tam dostać, tak jak i do elektrowni, nad którą sprawują pieczę. To jest, ochraniają, bo stacjonują w okolicy – nie myśl sobie, że się nią w jakikolwiek inny sposób zajmują, tak samo jak i starą stocznią. To już działka Irka.

Irek we własnej osobie siedzi w dawnej katedrze Mariackiej, która znajduje się na specjalnie wydzielonej, Złotej Strefie starówki. Szczególnie upodobał sobie górującą nad wszystkim i wszystkimi, tak jak jego „skromna” osoba, odbudowanej z ociosanych nierówno kamieni wieży. Skurwensen się urządzić potrafi, ale przynajmniej rządzi całkiem wprawnie. Że co? Że sprawiedliwie? A ciul z tym, sprawiedliwością w Trójlwie jest siła. Jemu tej z kolei nie brakuje, więc lepiej Ireczkiem go nie nazywaj, bo i za to w mordę dostaniesz, a i mieszkańcy ścieku potrafią człeka utopić w tej swojej brei. Co do brei, to od niej wolna jest jedna dzielnica. Zielona Strefa. Tam, na południe od centrum, znajdują się składy i spichlerze wszystkiego, co od razu nie trafia na handel. Całe Trójmiejskie zaplecze sanitarne, militarne, żywność – nawet kilka niezmutowanych dziwek, znajduje się właśnie tam. Strefa jest cholernie dobrze strzeżona, więc niech ci nie przyjdzie do głowy nic głupiego… Gdańszczanie to dziwaki, ale honorowe – ukradnij coś, a stracisz dłoń przy samej dupie. Zanim przejdziemy do ostatniej strefy, opowiem ci wpierw o ludziach.

Mieszkańcy Trólwa to praktycznie mutasy. Ich ciała hartowały lata spędzone w nieprzyjaznych warunkach. Wierz mi, brachu – teraz to jest luksus! Wenecja prawie, jak już wspomniałem. Tylko czasem trafisz na te pieprzone, radioaktywne glony. Ba, nawet zwłoki przepływające pod oknem to już rzadkość. Mimo wszystko jednak, gorszy od tych widoków jest widok… mieszkańców samych w sobie. Pomyśl – Motława przy ujściu gotuje się od syfu, a jej wody zajęły już niemal całą Letnicę i wszystko, co poniżej. Podobnie sprawa ma się z niewielkimi rzeczkami, których tam pełno: urosły do miana najprawdziwszych rzek. Wlazłbyś do tego ścieku bez dobrych gumowców? Tak właśnie, więc ci którzy tam pracują, mają zajebiste gumowce. Natu-kurwa-ralne, bo są odporni niemal na wszystko. No co? Przeżyj tam tydzień, a potem dziw się, że jak próbujesz otruć Gdańszczanina, to go ledwo sraczka wzięła. Poza tym, to twardzi, ale spokojni ludzie. Naprawdę spokojni… Ponoć to, co przytrafiło się w Gdyni nazywają „Furią”, stąd ten spokój. Może boją się, że mutacja się jakoś przenosi? Czort ich wie.

I co tu dużo mówić, to by było na ty… co? Jeszcze jedna Strefa? No tak… ale wiesz, tam i tak nie trafisz. Chyba, bracie, że spadnie na ciebie kurewski pech. Ostatnia Strefa to… no. Ostatnia Strefa. Tak się nazywa, bo zwykle to ostatnie miejsce, do jakiego trafiasz, o ile nie jesteś zajebistym strzelcem. Jest to praktycznie cały Sopot, który odgradza to, co pozostało z miasta od dziczy. Jakiej dziczy, chcesz wiedzieć..? Mutki. W czasie wojny Gdynia zdążyła się odgrodzić, na swoje nieszczęście. Tego, co się tam rozprzestrzeniło nawet Warszawiakom bym nie życzył. Barykada biegnie przez Monte Cassino, molo  oraz właściwie wzdłuż linii SKM. Jest to też jedyny sposób, by się dostać na nieszczęsny „mur”.

 

— WAŻNE LOKACJE —

— BŁĘKITNA STREFA —

Port – największa spośród Trójmiejskich przystani. Cumują tu małe łódki, jak i imponującej wielkości statki handlowe. W dokach można także dokonać naprawy bądź modernizacji swojej łajby.

Targ – serce starego Gdańska. Mają ogromny wybór amunicji oraz żywności. Znajdziesz tam także składy przeróżnych towarów, warsztaty oraz niewielki odsetek mieszkań robotniczych.

Studnia – jeśli poszukujesz wody zdatnej do picia, to szukaj jej tutaj. TYLKO tutaj. Niewielki odsetek oczyszczonej wody spływa do części mieszkalnej, jednak główny wodopój z dostawą wprost z Zielonej Strefy znajduje się na obrzeżach targu.

Zieleniak – niegdyś podobno najbrzydszy budynek Gdańska, dziś z pewnością najbardziej oblegany przez przyjezdnych. Coś jak informacja turystyczna, a na dodatek gildia. Sprzedają tu najdroższe towary oraz wszystko inne w ilościach hurtowych. Hej, nawet knajpę własną mają!

Zielonka – knajpa Zielonych. Patrz no, jaka kreatywna nazwa. Knajpa całkiem przyzwoita, zachowująca pozory, że Apokalipsy wcale nie było i wszyscy bawimy się świetnie. Serwują szeroką gamę alkoholi oraz zmutowanych rybek. Ponadto jest na ostatnim niezniszczonym piętrze Zieleniaka, więc widok na miasto jest całkiem… dobry, bo uroczym, to się go niestety nazwać nie da. Ponadto w Zielonce dostaniesz niemal każdy używek, jaki tylko zapragniesz. Ceny nie są zbyt niskie, ale warto.

Katakumby – potoczna nazwa piwnic na Placu Dominikańskim. W Katakumbach mieści się siedziba Mrocznych. To tam ruszasz zad, kiedy chcesz wynająć ich… zresztą nieważne w jakim celu. To dość upiorne miejsce. Obcych wpuszczają tylko do jednej z piwnicznych alejek, do innych wstęp jest surowo wzbroniony. Szczerze, nawet mnie to nie interesuje.

Szpital Woliński – niegdysiejszy Wojewódzki. Duży i smutno wyglądający budynek, do którego biegniesz, gdy tylko zrobisz sobie kuku. Przebudowana linia SKM kończy się właśnie tu, aby ranni z Barykady mogli zostać sprawnie przewiezieni na miejsce.

— ZŁOTA STREFA —

Wieża Mariacka– kiedyś bazylika. Wisi na niej ogromna szmata z wyhaftowanym godłem: oficjalnie Trójmiasta, nieoficjalnie całego Nowego Wolina. Wieża to tron Iry, który ponoć obserwuje z niej całe miasto, niczym dobry Ojciec.

Baraki – kamienne przybudówki wokół bazyliki. Mieszkają tam Ironatorzy oraz co ważniejsze pachołki „szefa szefów”.

— SZARA STREFA —

Osiedle mieszkalne  – w starych kamienicach znajdują się domy tubylców. Wszystko jest pozalewane mniej więcej do poziomu pierwszego piętra, ale powyżej wygląda to całkiem elegancko.

Hotel „Iraton” – a to niespodzianka, nawet o hotelu pomyśleli! Jest na samym „wjeździe” do Szarej. Łatwo poznasz, najnowocześniejszy budynek w okolicy. Ceny mają adekwatne do jakości.

Bar „Syrenka” – większości śmiertelników nie stać na wizytę w Zielonce, więc lądują tu – w Syrence. Niewiele tu znajdziesz wspólnego z tą rybią ślicznotką… No, chyba, żeby uznać taką syrenkę za mutanta. Wtedy owszem, zobaczysz. Bar położony jest na parterze jednej z kamienic, więc właściwie znajduje się pod wodą. To jest, ma dwa piętra, wchodzisz przez górę, a jeśli jesteś jednym z tych wrażliwych, to tam zostajesz… Dla ścisłości, nie jest on zalany. Poszczęściło się mieć szczelne okna i zamurować wejście! Dziękujemy ci, nieznany, zaradny obywatelu!

— STREFA BURSZTYNOWA —

PGE Arena– duma i dom Trójmiejskich Pancerniaków. „Kwatera Głowna”. Najłatwiej dostać się tam za pomocą drugiej linii SKM, ale nie radzę się tam zapuszczać bez powodu.

Elektrownia – duży obiekt tuż przy stoczni: właściwie graniczy z ostatnimi w nim miejscami. Zasila w energię nie tylko miasto, ale przed wszystkim linie kolei miejskiej. Strzeżona przez Pancerniaków, ale pod rządami Iry. Dobry deal.

— ZIELONA STREFA —

Spichlerze – składowisko wszystkiego, dosłownie. Odgrodzone i pilnie strzeżone nawet przed miejscowymi, zapasy umożliwiające miastu jego marną egzystencję.

Burdel „Trójcyc” – znajduje się na skraju Strefy, jednak wpuszczani są tam tylko wpływowi bądź bogaci mieszkańcy miasta. Dziwki są czyste, nieskażone niczym – zwykle pochodzą zewsząd, tylko nie z Trójmiasta.

— OSTATNIA STREFA —

Barykada – to tu rozgrywa się cała walka. Zajmuje całe Monte Cassino, obudowane z oby stron – jeśli znajdziesz się po niewłaściwej, są dwie opcje: albo dopadnie cię kula snajpera, albo Gdynianin. Ja bym wolał to pierwsze… Nawiasem mówiąc, to jeśli nie jesteś tam z własnej, bohaterskiej woli obrony miasta, to pewnie podpadłeś Irze. I pewno jesteś mięsem armatnim. I pewno się już więcej nie zobaczymy.

Posterunek – zarząd barykady. Ktoś tego wszystkiego musi pilnować, prawda? Jeśli jesteś zainteresowany eksplorowaniem Gdyni bez narażenia życia (przynajmniej ze strony snajperów) to masz szanse, że akurat będą puszczali wycieczkę. Przewodnik gratis.

 

— FRAKCJE —

Zieloni – perełka w mule Irkowego ścieku. Są gildią kupiecką, jeśli można to tak nazwać: obracają wszystkim na eksport oraz import, dogadują się, sprzedają, narzucają podatki. Są panami Błękitnej Strefy.

Ironatorzy – prywatne przydupasy Iry. Idealnie wyszkolone dryblasy, których szczytem elokwencji jest zaproponowanie przyozdobienia ulicy girlandą z twoich własnych jelit. Ślepo zapatrzeni w swego pana, bez mrugnięcia okiem wykonujący każdy rozkaz. Trochę super, a trochę straszne.

Mroczni – jeśli spotkasz kogoś w czerni, na dodatek z kapturem na głowie, to najpewniej będzie to „Jeden z Nich”. Są najemnikami. Naprawdę dobrymi najemnikami. Często wynajmują ich bogatsi mieszkańcy oraz sam Ira. Co jeszcze musisz o nich wiedzieć? To, że milczą oraz to, że nie lubią krucyfiksów. Jeśli chcesz ich wynająć, to gadaj z Saligią… Czy tam, Saligą.

Rolnicy– przeważająca większość Trójlwian. Dzielą się na tych popieprzonych bardziej oraz tych popieprzonych nieco mniej. Ci „mniej” wypuszczają się nieco bliżej miasta i uprawiają ziemie, jak Bozia przykazała – ci bardziej… cóż. Ci bardziej rozłażą się po całym Wolinie, poszukując nowych, jadanych roślin oraz próbując ujarzmić mutanty. Cholera, nawet im to jakoś idzie…

Harpunnicy– innymi słowy: rybacy. W przeciwieństwie do rolników polują nie na to, co na lądzie lecz na to, co w wodzie. Nie tylko jednak dla pożywienia, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. Pracują głównie u wylotów rzek do Bałtyku oraz w pobliżu barykady, gdziekolwiek indziej naprawdę ciężko spotkać któregoś z nich. Może to i lepiej? Słyszałem, że wyglądają jak Śledzie… to jest, Gdynianie.

S.G.N.W. – czyli Sprzymierzone Gangi Nowego Wolina. Latają za Gdańszczanami i próbują okraść ich z ciężkiego owocu ich pracy oraz na wszelki sposób dopiec podopiecznym Iry. Istnieje też plotka, jakby porywali ludzi dla okupu bądź też handlu niewolnikami. W skrócie, to trochę piraci, trochę zjeby. Jakby mutanty to było za mało.

Pancerniacy – może i nie jest ich wielu, ale są zawsze obecni w życiu Trójmiasta. Potrafią dogadać się z Irą, ochronić Barykadę, a nawet poduczyć mieszkańców w posługiwaniu się bronią. Oczywiście, kiedy trzeba: mają tam przecież też swoje, bardziej palące sprawy.

— NPC —


„Ira”

Krążą pogłoski, że naprawdę ma na imię Ireneusz. Jest bezkompromisowo szefem tego grajdołka, trzymającym go żelazną ręką. Wspaniale dogaduje się z Pancerniakami, współpracuje z Zielonymi oraz włada Rolnikami. Możnaby wściekać się na jego zadufanie w sobie oraz brak poczucia sprawiedliwości, jednakże jak dotąd nie pojawił się nikt, kto rządziłby Trójlwem lepiej.




Saligia

Wiecznie zakapturzona postać o bezpłciowym, przyprawiającym o ciarki największych nawet twardzieli głosie. Jest szefem Mrocznych i jeśli mnie o zdanie pytać, to od niego wzięła się ta nazwa. Rzadko kiedy oddala się od Katakumb. Istnieją liczne spekulacje na temat płci Saligii.





Kapitan Bronek „Bomba” Drelich

Do kapitana to mu daleko, ale każe się tak nazywać, bo ma posłuch pośród Ironatorów. Właściwie, to oprócz samego Iry słuchają tylko jego. Koleś jest wielki niczym pancerna szafa i podobną też przejawia inteligencję.

 

 

 

 

Franek Malicki


Podobno pochodzi z Lublina. Jest głównym mózgiem Zielonych i odpowiada bezpośrednio przed Irą. Koleś to typowy szakal z rozbieganym wzrokiem, krzywym uśmieszkiem i wiecznie zajętymi czymś dłońmi. Jest cholernie inteligentny, przebiegły i zwyczajnie bezlitosny więc jeśli chcesz się z kimś targować, to nie z nim.

 

 

 

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus