Czarna Mewa

Przeglądano 881 razy

CZARNA MEWA

Żeby dobrze poznać tą organizację, najlepiej na samym początku opowiedzieć o jej przywódcy, a żeby to zrobić w pełnej krasie cofniemy się teraz do tego, co działo się w Schronie Numer Jedenaście, to tam ludzie przetrwali ten nuklearny holocaust. No, przynajmniej ci, którzy zdążyli tam zejść oraz ci, którym portfel pozwalał wykupić sobie miejsce. W jedenastce zamieszkali bardzo wpływowi gracze z Poznania, głównie biznesmeni oraz „biznesmeni”… ci, którzy biznes robili na niezbyt czystych interesach. Ale tam musiało wrzeć! Żyli tam jak pies z kotem, ponoć nawet się tam zabijali potajemnie, aby już w tej dziurze przejmować władzę i mieć coraz więcej wpływów. Zaczęły się tworzyć cztery rodziny mafijne, które przestały się kryć ze swoją przestępczą przeszłością. A biedni, uczciwi ludzie wraz z rodzinami musieli się podporządkować. Choć nie wszyscy, była tam pewna parka, która nie dawała sobie dmuchać w kaszę i zmobilizowała Poznaniaków do otwartej walki. Spryciarze zajęli pokoje z reaktorem i zażądali otwarcia schronu pod groźbą wysadzenia elektryki. To byli właśnie rodzice Diany, przywódczyni Czarnej Mewy. Cholera wdała się w rodziców, nie ma co. W roku 2070 schron został otwarty, a na wypalone ulice Poznania wyległy zwyrodnieni przestępcy bijący się między sobą o najmniejszy kawałek miasta zdatny do zamieszkania, w poważaniu mając tych, co przeżyli bombardowanie i już tam mieszkali.

Rodzice Diany osiedlili się dość daleko od tej całej cholernej śmietanki na kawie. Uciekli od zgiełku i zamieszkali na wzgórzach niedaleko Poznania. Teraz rozciąga się tam dość spory slums z szałasów wszelkiej dowolności konstrukcyjnej. Mama Diany zaszła w ciążę, a ojciec znalazł przepis na pieniądze. Nurkował w tym syfie nazywanym Morzem Wielkopolskim i wyciągał z wody wszystko, co nadawało się do użytku od broni, poprzez narzędzia, na puszkowanym żarciu i ubraniach kończąc.

Kiedy Diana miała już swoje lata i była całkiem atrakcyjną pannicą, ojciec nauczył ją też nurkować i bidulka była w tym całkiem niezła. Ojciec dla niej nawet znalazł akwalung szyty na jej miarę, a potem pracowali już we dwójkę. Niby było tam niebezpiecznie, tam w głębinach, ale w sumie pomyśl ilu ludzi zginęło przez same walki gangów, narkotyki, strzelaniny i tak dalej. Tam miała spokój, ciszę … Niestety, Poznań ich dosięgnął. Diana ponoć potrafi zabić za to, co teraz powiem, ale została wtedy ponoć zgwałcona i przez jakiś przetrzymywana w kazamatach biurowca zajmowanego przez Jeżowców. Ojciec i matka zginęli od przedawkowania ołowiu… Nie wiem, jak Dianie udało się uciec, a tym bardziej czy to na sto procent prawda, ale wiesz… W każdej legendzie tkwi ziarno prawdy. Ponoć tak się im odpłaciła, gdy uciekła, że do tej pory trudno znaleźć po tym biurowcu nawet fundament.

Diana po tym całym incydencie miała bardzo ciężkie życie, straciła akwalung i musiała zarabiać na siebie w różne sposoby. Mówią, że żadna praca nie hańbi, lecz ja bym się wolał ugryźć w język mówiąc to przy Dianie. Ale przez to jest tak twardą babą. Jakoś przypadkiem spotkała Alfera, handlarza starociami, który miał akwalung i w dodatku powlekany ołowiem. Wyobraź sobie, jak to przyśpieszało proces zanurzania się i oczywiście promieniowanie tak nie dobierało się do jeszcze wtedy ślicznej dupeczki Diany. Diana i stary Alfer stworzyli całkiem zgrany tandem. Ona łowiła, on sprzedawał. Po jakimś czasie było ich już stać na najemnika do ochrony, potem drugiego, potem było już pięciu, potem wykupili sobie część portu, zlecili budowę statku… Znaleźli innych nurków do pomocy, a gdy rodziny w porę się połapały, że Diana ma szansę przyćmić je wszystkie, spróbowały walki i ta walka im bokiem wyszła. Najemnicy nie byli naćpanymi mieszkańcami Poznania, słabo uzbrojonymi cieciami bez krzty przeszkolenia – Diana prowadziła. A wiesz jak straciła oko? Jedna z rodzin podstawiła jej świnię w postaci bomby na jej i Alfera statku. Na szczęście zginął tylko Alfer. Ona akurat wtedy stała na pokładzie, rozmawiała z jednym z ochroniarzy ich małego interesu. Jak to nie pierdolnęło, jak to huknęło! Wyszła niemal ze szwanki, tylko trochę połamało, a mimo utraty oka, wcale nie straciła na sprawności. Z Diany-fajnej-dupy, zrobiła się jeszcze twardsza, ale ku swojemu niezadowoleniu straciła nieco z urody. Alfer wyparował z jej życia, ale został portowy magazyn i wynajęci ochroniarze oraz pomocnicy. Wtedy też ochrzczono ją Czarną Mewą. Rodziny mafijne dostały u niej największą karę, jaką mogli dostać. Zero broni, zero amunicji, a łowiła jej całkiem sporo w tamtym czasie z bazy wojskowej oraz posterunków policji, które zalało. Rodzinki spotulniały i próbowały negocjować. Wyobraźcie sobie ich japy, kiedy z samego Trójmiasta sprowadziła sobie barkę, którą ochrzciła „Czarną Mewą”, a interes przeniosła na nią i to było od tamtej pory jej miejsce pracy, dom i cały świat. Oczywiście, próbowali ją zatopić, ale chałupnicze tratwy i łódki jakoś głupio wyglądały przez barce z prawdziwego zdarzenia. Nie raz to Diana ich łupiła, blokując ich dostawy, jak się jej żywnie nie podobało.

Kiedy ludzie to zobaczyli, kto tylko uchował trochę kasy, zakupił strój nurka i wskoczył w kipiące morze. Tak, jak jedna trzecia tego, co wyciągnęli z wody było zasługą Czarnej Mewy i spółki, tak jej sukces był przyczyną jednej szóstej utonięć naiwnych, pazernych idiotów. Te stroje często były dziurawe, niezabezpieczone i często morze rozpuszczało amatorów łatwego zarobku. Ale nie tych, którzy postanowili pracować dla Diany. Ci dostawali stroje pierwszej klasy, sprowadzane jak „Czarna Mewa”, z samego Trójmiasta. Rodziny mafijne wręcz nikły w oczach, a wpływy przejmowała Diana i jej Czarna Mewa, która to nazwa ze statku przeniosła się na jej kartel. Jeżeli zatrzyma cię na morzu wielkopolskim barka „Czarna Mewa”, to radzę Ci nie walczyć, tylko wysłuchać, co mają do powiedzenia, pohandlować, a  w żadnym wypadku nie zgrywać chojraka. Mimo wszystko Diana nadal jest człowiekiem, a to że trzęsie się przed nią cały Poznań przecież nic nie znaczy? Prawda?

— NPC —

Diana „Czarna Mewa”

Przywódczyni frakcji. Zna nie tylko Morze Wielkopolskie jak własną kieszeń, ale również jego dno. Zarządza swoim kartelem szabrowników z barki „Czarna Mewa”, rzadko schodzi na ląd. Wszystkie interesy są załatwiane przez jej przedstawicieli. Rzadko spotyka się z kimś spoza mieszkańców barki, choć jeśli musi, wybiera spotkania na morzu. Na sam statek wstęp ma bardzo niewiele osób, a jeżeli już pozwolą Ci wejść musisz pożegnać się na pewien czas ze swoimi zabawkami. No, i jesteś pilnowany przez trzech ochroniarzy. Trzech na głowę, jeśli nie jesteś sam.

Hak

Prawa ręka Diany, brodaty niczym małpa, wielki jak stodoła, silny jak bawół. To czyni z niego świetnego szefa ochrony, a w dodatku ma olbrzymie, dobre serce. Stara się wymyślać kary, a nie zabijać. Na przykład ukradłeś coś szabrownikowi z Czarnej Mewy? Wyciągną to od Ciebie, trochę podtopią, przypalą, przeciągną na sznurze za Czarną Mewą. Ale co najważniejsze, nie zabiją Cię. Ale skąd pseudonim? No cóż, Hak uważa, że jak kogoś nadzieje na hak za żebra i powiesi przy burcie, to w sumie go nie zabija. Delikwent sam umiera… Dziwne…

 

Sobol

Lądowa ręka Diany, jeżeli chcesz pracować dla Diany, to musisz udać się właśnie do Sobola. Przeciętny facet, umie pisać i czytać, o czym świadczy teka pełna notatek, którą nosi po magazynie, ma konszachty z frakcją handlową, ploty głoszą, że sam zajmuje w niej intratne stanowisko. Przekazuje przez CB radio Dianie wszystko, co dzieje się w porcie.

Bąbel

I niech cię to, w co wierzysz i wyznajesz broni przed rzuceniem „bąbelek”, bo sam zrobisz kilka bąbelków nurkując w morzu wielkopolskim z dodatkowym obciążeniem przy stopach. Niezbyt czysta ręka Diany, człowiek który zajmuje się zatrudnianiem postronnych do eliminacji konkurentów. Kiedyś Bąbel sam się tym parał, ale Diana dostrzegła jego umiejętności i postanowiła go oszczędzać, dając mu za zadanie dobierać współpracowników. Muszę wam powiedzieć, że Bąbel się sprawdza.

Szkuner

Jest odpowiedzialny za flotę Czarnej Mewy. Zajmuje się wraz ze swoim zespołem techników wszelkimi naprawami statków, a bowiem barka Czarna Mewa nie jest jedyna. Ją można nazwać okrętem flagowym, po morzu wielkopolskim pod banderą Czarnej Mewy pływa o wiele więcej, nieco mniejszych jednostek.

Linka

Wysoka, młoda, zgrabna. Ponoć Diana zatrudniła ją tylko dlatego, bo przypominała ją samą za młodu. Linka zajmuje się handlem detalicznym, tak jak Sobol to handlarz hurtowy. Zna prawie każdą mordę w Poznaniu i wie, kto jest z jakiej rodziny mafijnej oraz komu Diana akurat teraz nie chce sprzedawać swoich zasobów. A kiedy taka osoba zbytnio się uprzykrza, wtedy pojawia się Bąbel. Lub Hak. Ewentualnie Sobol… Jakkolwiek by nie patrzeć, przejebane tak czy siak.

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus