Biedron

Przeglądano 768 razy

1. Nazwa: Biedron

2. Występowanie: klimat umiarkowany.


3. Rozmiary: pół metra długości i niewiele mniej szerokości, poza tym kształtu biedronki.


4. Dieta: gryzonie, "normalne" i duże bezkręgowce (gąsienice, pająki, wielkie mrówki), małe ptaki nieloty (czyli głównie skurczybyki) i tym podobne.


5. Opis: "Stary, biedron mnie uratował. Do tej pory myślałem, że nie ma z nich żadnego pożytku.. poza pieczeniem, jasne, ale wiesz, o co chodzi. A tu coś takiego. Bo wiesz, skurczybyki mnie dopadły. Cholerne stado. Myślałem, że będę musiał zrzucić plecak albo poświęcić granat, bo opadałem z sił. A tu nagle słyszę to biedronowe buczenie. Rzuciłem okiem przez ramię i co widzę? Skurczybyki zwiewają, aż się za nimi kurzy. Patrzałem do chwili, jak złapał jednego i z nim odleciał. Miałem już tylko kawałek do wozu, inaczej pewnie by mnie dogoniły. Ale.. no, kurde, biedron mnie uratował! Ale faza, nie?"


Wygląda jak biedronka siedmiokropka, tyle, że większa. I z rozwiniętym aparatem gębowym. Ilustracja z mężczyzną dla pokazania wielkości.


Na początku XXI wieku biedronka siedmiokropka wypierana była w Polsce przez tzw. biedronkę azjatycką. Było źle, dopóki siedmiokropka nie zaczęła mutować. Zrobiła się większa, ale pozostała drapieżnikiem. Głaszczki pozostały organem dotykowym. Szczęki powiększyły się tylko trochę, ale zrobiło się ich więcej – z jednej pary trzy, potem siedem, w końcu dziesięć, ułożonych w dwie kolumny z każdej strony (ilustracja), nabierając wyglądu kłów. Biedron olał mszyce i zaczął cieszyć się możliwością odgryzania kawałków mięsa z większych stworzeń, choć wciąż wcinał również większe bezkręgowce. Wyjątkiem jest wspomniana biedronka azjatycka, na którą biedron zdaje się polować. Każdy, kto interesuje się badaniem go i chrząszczami, zachodzi w głowę, jak i dlaczego rozpoznaje te biedronki i co powoduje owo agresywne podejście. Można powiedzieć, że to przykład walki człowieka z gatunkami inwazyjnymi, choć nieumyślnej – mutacja spowodowana wojną odwróciła role i zwykłej biedronce nie grozi już wyginięcie.
 
Zdolność do wydzielania trującej hemolimfy ze stawów odnóży nie zanikła, ale substancja zmieniła się, nabierając właściwości paraliżujących. Sama zdolność stała się nie tylko obronna, a taktyką biedronów stało się pochwytywanie ofiar i spryskiwanie ich hemolimfą, przez co dawały się spokojnie donieść w ustronne miejsce i pożreć. Odnóża zakończone są kolczastymi wyrostkami i wbijają się w ofiarę, dzięki czemu paraliżująca hemolimfa dostaje się do jej wnętrza i działa bardzo szybko, czasem natychmiastowo, roznoszona po organizmie przez krew. Potraktowany nią człowiek powinien odczuć skutki paraliżu jedynie miejscowo, co w lepszym przypadku oznacza problem lub niemożność poruszania dłonią czy ręką, a w gorszym słabnącą pracę narządów wewnętrznych - płuc, serca. Poza tym zaboli, nawet, jeśli nie będzie naruszenia skóry, a zostanie ona jedynie oblana hemolimfą.

Substancja ta nie jest na tyle silna, żeby zabić dorosłego człowieka, a nawet dziecko czy osoba osłabiona będzie potrzebowała co najmniej doby, by umrzeć przez uduszenie albo przez ustającą pracę serca. Wszystko zależy od organizmu: jedna osoba zneutralizuje hemolimfę szybciej, inna wolniej, jeszcze inna okaże się uczulona. Sytuację ratuje to, że ostrym odnóżom biedrona trudno przebić ubranie. Koszulka czy cienkie bojówki prawdopodobnie się poddadzą, ale bluza, kurtka, dżinsy czy mundur stanowią dobrą ochronę. A za głowę raczej nie chwyci, bo za mała.


Skrzydła biedrona również się zmieniły – są proporcjonalnie większe, niż u siedmiokropki. Złożone nadal mieszczą się pod pokrywami, a ich zewnętrzna krawędź jest grubsza i sztywniejsza. Biedron w locie rozwija prędkość 40, nawet 50 km na godzinę, a wznosi się na wysokość do kilometra, choć nie robi tego często.

Biedrony nie atakują zbyt wielkich stworzeń i uciekają przed drapieżnikami, również przed ludźmi, jeśli znajdą się zbyt blisko. Są zwykłym elementem łańcucha pokarmowego i często padają ofiarą zwierząt, których szczęki są zdolne do miażdżenia ich pancerzy lub które potrafią dobrać się do środka w inny sposób, np. pazurami. Buczenie ich skrzydeł jest dość głośne, co sprawia, że są łatwe do ustrzelenia i bywają ratunkiem dla podróżnika, któremu skończą się zapasy jedzenia, o ile ma możliwość upieczenia ich. Problem stanowi pancerz, który ciężko przeciąć lub strzaskać (również "podwozie" biedrona jest bardzo twarde), choć sprawę ułatwiają szczeliny między jego płytami. Ogień jest wystarczający do zneutralizowania właściwości hemolimfy. Nienajlepszy smak biedrona ciężko zabić przyprawami, ale pusty żołądek nie marudzi, prawda? A zdolny kucharz wie, jak go przyrządzić tak, by pozbyć się hemolimfy będącej główną przyczyną złego smaku. Poza tym jest dość ciężkostrawny.


autor: Rdzawy (149)

 

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus