Bluszcz ludzki

Przeglądano 175 razy

 

BLUSZCZ LUDZKI

Rozmiar:
a) W fazie pierwszej ─ "wegetariańskiej" ─ rozmiar zależy od drzewa, na którym pasożytuje bluszcz, oplata konar do poziomu korony. Rośnie również na ziemi, jednak zawsze jest połączony z pniem.
b) W fazie drugiej ─ "mięsożernej" ─ rozmiar definiuje wielkość żywiciela. Bluszcz preferuje żywicieli większych od przeciętnego psa i mniejszych od przeciętnego niedźwiedzia.

Opis fabularny:

Mężczyzna oblizał wargi i odchrząknął. Czuł, że to ostatnie słowa jakie kiedykolwiek wypowie. Nie mógł dłużej opierać się zewowi.
─ Jesteś jedyną osobą, do której odezwałem się od utraty rodziny. Ale nie to jest teraz ważne.
Westchnął ciężko i jeszcze raz chrząknął.
─ Widzisz tę roślinę? Tę, która żyje pod moją skórą? W moim ciele? Widzisz, nie jesteś ślepa. To nie jest żadna dziwna mutacja ani choroba. To pasożyt. Nazwałem go Cierń, kiedy zaczął szeptać mi w głowie...


Z książek wyczytałem, że to najprawdopodobniej któryś z gatunków bluszczu rosnącego przed wojną w Polsce. Wygląda praktycznie tak samo, z małym wyjątkiem. Gdzieś w tej plątaninie zawsze rośnie kilka pnączy uzbrojonych w kolce z zarodnikami. Jak się przypatrzysz, zobaczysz takie małe bąble, to w nich siedzą te igły. Bluszcz wyczuwa pewnie zmianę temperatury, a może zapach. Wydaje mi się, że oba. Kiedy nieświadoma zwierzyna albo człowiek wejdzie na teren porośnięty rośliną, ta wystrzeliwuje wszystkie kolce. Jak? Podejrzewam, że gwałtownie podnosi ciśnienie soków w bąblach. Kiedy taki pocisk wbije się w gołe ciało, to już po tobie. Nawet wycięcie sporego kawałka mięsa w miejscu wbicia nic nie da. To coś natychmiast dostaje się do twojego krwiobiegu.

Ciekawie robi się dalej. Widzisz, to nie zabije cię od razu. Będzie chciało urosnąć jak największe, żeby nie tracić za dużo czasu na zajęcie nowego terenu. Te zielone pędy oplotą wszystkie twoje ograny i ważniejsze partie mięśni. Ja zaraziłem się rok temu. Odkryłem, że niektóre antybiotyki w połączeniu z alkoholem hamują wzrost rośliny. Bez tego pewnie nie wytrzymałbym dwóch miesięcy. Jednak ta mieszanka nie jest ani zdrowa, ani skuteczna w stu procentach, nie mówiąc już o tym, że za każdy łyk wódki Cierń nagradzał mnie małą agonią, żebym tyle nie pił. Po mniej więcej pół roku u mnie, a po około miesiącu u innych ludzi, Bluszcz w jakiś sposób dotarł do mojego mózgu. Od tamtego czasu... Czuję w sobie coś obcego, coś jak ciągłe swędzenie pod oczami. Czuję zew ciągnący mnie do głębokiej puszczy. Tak właśnie się rozmnaża. Cały czas chcę tylko biec i biec, aż padnę. Wtedy roślina zmiażdży moje organy i przejdzie do fazy "wegetariańskiej", pochłonie moje ciało, oplecie jakieś drzewo i po jakimś czasie koło się zamknie.

Jest jeden plus. Drapieżniki mnie nie atakują. Nie no... Taki rozwścieczony dźwiedź rozszarpałby mnie, jakbym podszedł do jego młodych, bez dwóch zdań, chociaż by mnie nie zeżarł. Ale na co dzień mięsożercy schodzą mi z drogi. Myślę, że dla nich śmierdzę. Bluszcz daje mi... Ochronę. Chociaż to pewnie Cierń ma przetrwać, a nie ja. Żeby mógł się dalej rozwinąć. Ale mu nie dam. Teraz odejdę w las, do mojej kryjówki i się spalę. Nie dasz rady mnie powstrzymać. Nie ma sensu. To tylko roślina. Da się i trzeba ją spalić.

 

Autor: Milczek (ID: 85)

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus