Gnilnik

Przeglądano 1292 razy

Gnilnik

Po wojnie nikt się nie troszczył o odpadki. Zakłady oczyszczania miast przestały istnieć, więc wszystkie śmieci zalegały na ulicach albo ściekały do kanałów. W tym odpady radioaktywne, które zrobiły z tamtejszych, niegroźnych w sumie, stworzeń prawdziwe potwory. Ale Gnilniki są najgorsze. Długie na pięć metrów i grube jak pieprzona rura ściekowa. Zaszywają się gdzieś, podpełzają do ciebie powoli, a potem rzucają się na ciebie z tymi swoimi zębami. Są nasączone silną trucizna, która rozkłada cię od środka. Brzmi nieciekawie? Jest jeszcze gorzej. Tych cholerstw nie można nawet dotknąć, ich śluz zrobi ci z dłoni galaretę.

    Podróżnik

Najohydniejsze, najsmrodliwsze, najpaskudniejsze i najbardziej rzygogenne paskudztwo jakie mogło wyleźć spod nuklearnego grzyba. Gnilnik. Człowieku! Mogę nie lubić niedźwiedzi, ocelotów czy też wilków. Ale to, to największe gnójstwo jakie możesz spodkać na pustkowiach. I mówiąc gnójstwo nie mam na myśli tylko obelgi. Gnilnik to chodzący rozkład. Wyobraź sobie mutka; rzuć na jego całe ciało sto kilogramów rozkładającego się mięsa. Polej to sosem z moczu i zapewni mu panierkę ze ścieków miejskich. Wyobraziłeś sobie? No to już masz obraz Gnilnika. Gnilnik to mutant, który żyje w zaułkach, ruinach i innych urbanizacyjnych śmieciach. Spotkasz go więc wyłącznie w miastach. Jeśli idziesz przez smrodliwy zaułek i widzisz hałdę śmieci oblatywaną przez muchy - spierdalaj. Możesz być pewien, że to Gnilnik. Jego wygląd to swoisty kamuflaż. Naprawdę zwracałbyś uwagę na przykrytymi śmieciami rozkładający się obiekt w naszym świecie? Ale to jeszcze nic. Powalcz sobie z nim. Jego wygląd może przyprawić o wymioty. Wygląda jak zwłoki jakiegoś grubasa w dobrym stadium rozkładu. Ale to i tak pikuś! Najgorszy jest smród. Człowieku! Co to za fetor... Nie znam nikogo, kto by się przy nim nie porzygał. Przysięgam na słowo. Nikogo! Gnilnik dobrze to wykorzystuje. Reszta to już tylko kwestia czasu. Wnętrzności zje a z reszty ciała zrobi sobie kolejną partię rozkładających się kolczyków.

    Inny podróżnik

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus