Wchodnia Dzicz

Przeglądano 1371 razy

Wstęp

113596

Wiesz, co to tajga? Nie? To słuchaj, bo ci o niej trochę opowiem. To taki las, w którym rosną w sumie same sosny, świerki i inne drzewa z igłami, zamiast liści. Przed wojną rósł gdzieś w Ameryce i u ruskich na Syberii. Ale jak wiesz nadeszła apokalipsa i mamusi Ziemi się nieco pojebało pod kopułą. Po pierwsze, Tajga spokojnie sobie rośnie i u nas, niedaleko Białegostoku. Po drugie, przez to całe chemiczne gówno w atmosferze, choinki i miśki zmutowały. Tak, bracie. To już nie jest tajga, jaką sobie każdy wyobraża, piękna i spokojna, o nie - to Neotajga. Nasz największy namacalny wróg. Jeszcze niby jest jakiś Moloch, ale nikt chyba go nawet nie widział. Ja tam w niego nie wierzę, a las jest i jego trzeba się obawiać. Co z tego, że już się nie rozprzestrzenia? A nuż znowu zacznie i wtedy będziemy mieli zdrowo przesrane. Słowo harcerza. Dobrze, że są barbarzyńcy, którzy bronią Białego i okolicznych terenów przed wszelakim ścierwem, które opuszcza tamtejsze, mroczne lasy. Przynajmniej miśki nie biegają po mieście i niczego nie dewastują... i zrżerają, co żywe.

Opis

Opowiem ci nieco o samej Neotajdze. Byłem tam dwa razy i uwierz mi, że naprawdę niewiele brakowało a nawoziłbym sobą tamtejsze drzewka. Ale o tym później. Z daleka wygląda jak zwykły las - ciemna ściana kurewsko wysokich, iglastych drzew, które różnią się od tych sprzed apokalipsy, ale nie daj się zwieść pozorom. Wystarczy kilkadziesiąt kroków w głąb i wyczuwalny będzie spadek temperatury. Nie, niekoniecznie od razu do minusowej, ale o jakieś dziesięć stopni mniej, na pewno spadnie. Tak, jakby w sercu puszczy stała cholernie wielka, otwarta chłodziarka i rozpowszechniała to na całą las. Niektórzy twierdzą, że to ukryte w niej pierwotne zło, które siedzi tam może i od zawsze. Ale kto tam wie… Podjeżdżając bliżej zobaczysz mniejsze drzewka, jakieś krzaki, nieco odróżniające się od tych, jakie się widuje na co dzień. Tu zaczyna się Neotajga. Będziesz musiał opuścić wóz, bo rozwalona przez korzenie droga jest niezbyt przejezdna. W głąb lasu można wejść na jakieś piętnaście kilometrów, o ile nic po drodze, ciebie nie zeżre. Dalej drzewa rosną tak gęsto, w powietrzu jest tyle świństw, a zwierzaki są na tyle niebezpieczne, że lepiej nie ryzykować. Na pewno trafisz na jakieś opuszczone i zdewastowane, małe chatki. To znak, że Tajga weszła z buta w tę część Polski. Czego nie wzięli ludzie, wzięła natura. Z dziur w zapadniętych dachach wyrastają drzewa, każda szpara pełna jest zielska. A w piwnicach nocują sobie niedźwiedzie, renifery i łosie. Śmiej się śmiej, ale gdyby takie coś wgryzło ci się w dupę, za długo byś nie pożył. A przecież żyją jeszcze inne gatunki zwierząt. Później ci o nich opowiem. No, więc, tak wygląda większość lasu. Jeśli chcesz się dowiedzieć jeszcze kilku ciekawych rzeczy, skocz po piwo, bo o suchym gardle nie najlepiej mi się opowiada.

Inne

Dlaczego Neotajga się już nie rozprzestrzenia?

Musisz wiedzieć jak się rozprzestrzeniała. Opowiedział mi to taki staruch, który usłyszał to od znajomego dziadka, ten dziadek od swojego ojca, a ten znów od kogoś, więc niekoniecznie musiało tak znów być, jak mówił. Ale myślę, że to bardzo prawdopodobne. W każdym razie, w czasie wojny, ruscy wszystkie ważniejsze ośrodki przenieśli ze zrujnowanej przez bomby atomowe Moskwy, na rozległą i mało dostępną Syberię. Wiadomo, śnieg, lód i wszechobecne gówno to dobra przykrywka. No, ale jak to zwykle bywa, dowiedzieli się o tym Amerykanie. Stwierdzili najwyraźniej, że zrobią sobie z nich poligon, bo, bunkry i schrony wstępnie rozwalili zwykłymi rakietami, potem dla pewności użyli broni chemicznej i biologicznej. Tak, jak się pewnie już domyślasz, to ona jest sprawczynią tego, że powstała Neotajga. Las nagle zaczął się rozrastać. W kilkanaście miesięcy opanował pół Azji i kawałek wschodniej Europy. Nie wiedzieć, czemu zatrzymał się dopiero w Polsce. Niektórzy mówią, że stężenie tych wszystkich substancji zmalało, ale zwierzęta i rośliny zdążyły się zmutować, na tyle, że nie robiłbym sobie z nich pupila. Powiem ci jeszcze coś. Mimo tego całego syfu, który tam siedzi, wielu doktorków i profesorków, głównie z Warszawy jeździ do Neotajgi ją badać. Hehe, świry. Zamiast cieszyć się, że żyją, i zajmować się czymś pożytecznym, to wchodzą objuczeni książkami i aparaturą chemiczną, by przyglądać się jakiej dokładnie zmianie uległ gametofit sosny… Cokolwiek to kurwa jest. Psychole, świry i patałachy mówię. Co prawda zdarzy się raz na ruski rok, że jakiś z takich naukowców wyjdzie żywy i w miarę zdrowy, żeby potem wrócić do domu i zgrywać twardziela. Częściej jednak wybiegają z obłędem w oczach, w potarganym ubraniu, śliniąc się i drąc wniebogłosy. Zobaczyli rzeczy tak przerażające, że postradali zmysły. A zdecydowana większość nigdy nie wraca z lasu. Albo zostają pożarci przez zwierzęta, albo przez innych ludzi… Nieważne. Jakby się zastanowić to nawet dobra sprawa. Wchodzą tam świry i już nie wracają. Taka selekcja naturalna - zostają tylko najmądrzejsi, hehe.

Ludzie a Neotajga

Wspomniałem ci już o szalonych naukowcach, ale nie tylko oni chcą poznać tajemnice Tajgi. Do lasu często zapuszczają się samotni wojownicy, by zmierzyć się z własnymi słabościami, jak to mówią; szabrownicy i inne tałałajstwo. Czasem wpadnie jakaś banda szczurów. Kretyni nie wierzą, że wszystko dawno splądrowane, chyba że idą szukać Magicznego Kamienia, ale o tym też później. Widziałem takiego jednego, już w Tajdze. Wiesz jak wyglądał? Wchłonęła go choinka. Seryjnie, przez korę przebijał się zarys ludzkiej sylwetki. Podobno po kilku tygodniach zniknął. Pytałem później ludzi, jak to kurwa możliwe, to jakiś profesor powiedział, że zmutowane drzewa być może tak się żywią. Wchłaniając nieostrożne zwierzęta i ludzi. Prawdopodobnie, gdy widziałem tego kolesia, ten jeszcze żył. Okropne, nie? Są jeszcze jedni, chyba najnormalniejsi - Drwale. Neodrzewa być może i są niebezpieczne, ale ich drewno jest pancerne. I ci drwale właśnie je pozyskują. Czasem na sprzedaż, częściej na własne potrzeby. Mieszkają w Białymstoku i pod eskortą barbarzyńców chodzą na ścinkę.

Klimat

Uuu, bracie, zimno. Co najmniej dziesięć stopni mniej niż w Warszawie. A często i trzydzieści. Przy tego rodzaju temperaturze nie radziłbym odlewać się pod krzaczkiem. Opadów praktycznie brak. A jak już pada to prószy tylko tak jakby ktoś przez sitko śnieg przecedzał. Poza tym dzień i noc są tam jakby dłuższe. Potrafi i być przez dwa dni pod rząd dzień, albo noc. Dziwna sprawa...

Lokacje

Magiczny kamień.

Krąży taka historia, a może raczej legenda. Jeszcze przed wojną, na terenie obecnej Neotajgi, znaleziono jakiś kamień z wyrytą literą "Z". Nie, nie wiem, co miała ona oznaczać. Głaz ten podobno przynosi szczęście. Leczy z chorób, a nawet pomaga w porachunkach z gangerami. Wielu już ludzi go szukało. Większość, jak sam się domyślasz, nie wróciła. Kilku jednak utrzymuje, że dotarło do kamienia. Twierdzą, że od tego czasu nie imają się ich różne choroby. Są zdrowi do tego stopnia, że jednego kazał spalić na stosie jakiś nawiedzony kaznodzieja. Uznał go za mutanta. Jeśli chcesz znać moje zdanie, nie wierzę w tę bajkę. Lepiej poświęcić czas na coś pewnego, a nie szukanie Grala. Co to jest Gral? To pieprzony ruski kontener pełen leków i broni. Tak naprawdę nie istnieje, ale mimo to dla wielu znalezienie go jest jedynym powodem do życia. Powiem ci jeszcze coś. Wtedy, co drugi raz o mało, co nie zginąłem, towarzyszyłem jakiemuś pojebusowi w wyprawie właśnie po ten głaz. Biedny głupiec, myślał, że raz mnie wrobił, to dam się drugi raz wyruchać. Zrozum mnie, nie mogłem pozwolić, że ktoś się dowie o moim chwilowym frajerstwie. Utopiłem gnoja w bagnie. Razem z żarciem. No i byłem bliski wykitowania z głodu. Ale jakoś przeżyłem.

Biologia

Fauna

Wiesz, to nie jest tak, że Tajga po prostu sobie przyszła z Rosji. Oj, nie. Po drodze wchłonęła pełno innych lasów, ich roślinność i faunę. Dlatego oprócz niedźwiedzia, wilka czy borsuka spotkasz lisy, dziki, sarny i łosie, rosomaki, bobry, renifery i kuny. Z ptactwa to na pewno sowy, jastrzębie, bażanty, głuszce. Do tego setki gryzoni i miliony owadów, szczególnie komarów. Tak, dużo tego. A wymieniałem tylko te, które pamiętam. Tak wygląda sytuacja z normalnymi zwierzętami, a przecież nie brakuje i zmutowanych. Kilkumetrowe miśki stojące na zadnich łapach, ważące ponad pół tony. Szybsze i niebojące się ognia, ani ludzi, żywiące się krwią kuny. I jeszcze atakujące znienacka ptaki, srające toksycznym gównem. Podobno pojawiły się nawet wielkie pająki rozwieszające swe przeźroczyste pajęczyny między drzewami. Słyszałem, że kiedyś w taką wjechał jakiś samochód. Tak, auto. Pająk błyskawicznie owinął je swa siecią, zgniatając karoserię. Potem zaczął jeść nieszczęśników. Nie pomogło to, że z drugiego wozu napierdalali z gnatów, a nawet cięli nożami. Kolejny powód, dla którego lepiej nie zapuszczać się samochodem. Są jeszcze mrówki. Zmutowały do wielkości szczura, a ich kopce mają po kilkanaście metrów wysokości. Czasami łapią nawet ludzi… A wtedy już nie ma ratunku. Chyba, że z jakiegoś powodu przechodził obok będzie pajączek, ale wtedy i tak zginiesz, tylko trochę później… Okropność. Więksi roślinożercy często maja grubą na kilka centymetrów skórę, praktycznie kuloodporną na chujowy, w sensie mały kaliber. Osaczone stają się strasznie niebezpieczne, pewnie od stresu. Wierz mi, polowanie na takie coś to nie zabawa, jak gdzie indziej. To koszmar.

Flora

Z roślinkami jest niewiele lepiej niż ze zwierzętami. Jeśli chodzi o te normalne, to wiadomo, że iglaste, czyli sosny, modrzewie czy świerki i reszta z rodziny igiełkowatych. Rzadkością jest, by natrafić na jakąś brzozę lub klon. Przede wszystkim gatunki dobrze znoszące zimno. Im bliżej zewnętrznych terenów, tym Tajga jest rzadsza z większą ilością drzew iglastych. Z mniejszych roślin to jakieś krzaczory, karłowate drzewka i wszelkiego rodzaju trawy. Oraz, oczywiście, powszechnie występujące mchy i porosty. Sytuacja z niebezpiecznymi osobnikami wygląda tak: przede wszystkim okolice bagien. Od groma tam gatunków wydzielających trujące wyziewy. Często takie mchy czy porosty tworzą swoiste ściany śmierci, z daleka rażące nieostrożnych nieszczęśników. Na suchszych obszarach niebezpieczne są z kolei trawy. Wielokrotnie ostre, tak, że przetną nawet ubranie i podeszwę buta. Lepiej chwilę odczekać, aż ostre jak brzytwa źdźbła rozluźnią swoje mięśnie i zrobią się miękkie, może jeszcze zdążysz wyratować swoje stopy. Niekiedy takie skaleczenie okazuje się śmiertelne, ale to ze względu na toksyny, w jakich nasączone trawy. Rzadszą mutacją są drzewa wchłaniające ludzi, albo chwytające swoimi korzeniami. To dopiero dziwna sprawa... wchłonięcie przez drzewo. Jest też inny aspekt tych anomalii, już nieszkodliwy dla nas. Rośliny są o wiele wytrzymalsze i odporniejsze, niż przed wojną. Często na korze rosną im wielkie kolce, a ich liście są trujące. Ale ty chyba nie wpierdzielasz zielska, nie? Co? Wynocha z mojego baraku, pieprzona krowo!

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus