Lublin

Przeglądano 1057 razy

Tablica informacyjna na jednym z kasyn w Lublinie.

1. Do kasyna nie wnosisz broni ─ jak ją wniesiesz, nie żyjesz.
2. W kasynie nie oszukujesz ─ jak oszukasz, nie żyjesz.
3. W kasynie nie kradniesz ─ jak coś ukradniesz, nie żyjesz.
4. Szanuj ochroniarzy ─ to może przeżyjesz.


Byłeś kiedyś na wschodzie, młody? Nie? Możesz już żałować. Jasne, spotkasz sporo różnych syfów, jak na przykład ten cholerny las, a i od mutków ciężko się tam odgonić, ale na wschodzie jest najbardziej rozrywkowe ze wszystkich miast w tym kraju — Lublin. Nie śmiej się. Nie słyszałeś o Lublinie? Lepiej się tym nie chwal. Lublin, przed całą tą rozpierduchą, był dość oryginalnym miastem — życie w nim kręciło się wokół takich młokosów jak ty, którzy tam zjeżdżali, by zdobywać wiedzę, doświadczenie, a przy okazji bawiąc się i zostawiając tam kupę szmalu.



Kiedy sytuacja po tych wszystkich kataklizmach się ustabilizowała, a towary w mieście i pieniądze się wyczerpały, władza zaczęła kombinować, jak się odbić od dna. Początkowo w mieście nie było prawie nic, oprócz masy idiotów. Jeden z nich wpadł na, wydawałoby się, całkiem szalony pomysł, aby odbudować gospodarkę Lublina, z podupadającego miasta chciał zrobić całodobowy park rozrywki — taki z klubami, gdzie nocami gra głośna muzyka i można tracić dech na parkiecie; taki z kasynami, gdzie można grać o wszystko za wszystko i wyjść z niczym. Bo dlaczego by nie? W tych czasach ludzie muszą się zabawić. Lublin jest bardzo tolerancyjnym miastem, mieszkańcom nic nie przeszkadza; ani kolor skóry, stan zdrowia czy dodatkowe kończyny – lublinianie w życiu kierują się prostą zasadą: „masz kasę ─ zapraszamy, nie masz ─ spierdalaj, bo zabawimy się twoim kosztem”. Nie jest niczym dziwnym, że tak wykreowany system się sprawdza, w zamian za rozrywkę, adrenalinę i szansę na łatwe wzbogacenie się, miasto stać na zakup żywności i energii. Lublinianie muszą być tolerancyjni, muszą znosić turystów i chciwych pokerzystów, ale dzięki temu, Lublin rozkwitł i został prawdziwym, polskim Las Vegas. Nie bez znaczenia jest też fakt, że tylko w Lublinie kupisz najlepsze dragi, alkohol, fajki, no i Błękitną Wróżkę. Nie wiesz, czym jest Wróżka? Oj, młody, skąd żeś się urwał? To najdroższy eksportowy towar w Lublinie. Sprzedają to w fajnych butelkach, które wyglądają, jak te od tanich win. Mówię ci, nic nie zapewni takiego odlotu, jak kielon fosforyzującego gówna. 

W mieście jest istne zatrzęsienie od różnych gangów i oszołomów. Miejscowi żyją albo z zakładów i gier, albo z zapewniania przyjezdnym rozrywek. O większości gangów nie ma co opowiadać, bo to płotki, ale przywódcy największych tworzą coś na kształt władzy w Lublinie. Tutaj rzadko ktoś dożywa starości i to bynajmniej nie z powodu promieniowania czy chorób, po prostu nie ma dnia bez strzelaniny lub poważniejszej zadymy. Gangi walczą o wpływy, kradzieże i rozboje są na porządku dziennym. Pytasz, co z prawem? Oczywiście, że jest, ale to nie są normalne przejrzyste zasady, jak na Mazurach albo w Warszawie, nawet Kraków jest pewniejszym miejscem niż Lublin, tu każdy czeka na okazję, żeby cię wydymać i puścić z torbami. Jeśli jednak masz masę kasy lub coś na handel, będzie ci się tam żyło jak w raju, oczywiście będzie to raj w wersji „szatan spuścił na nas atomówkę, ale i tak jest fajnie”; przynajmniej do czasu aż cię nie oskubią.

Chcesz usłyszeć trochę o Lublinie, bo pewnie jedziesz się tam zabawić i będziesz musiał wybadać teren, kto rządzi w mieście, z kim gadać, gdzie się bawić i czego nie robić? No, powiem ci, że to całkiem spore miasto, ale nie sposób się w nim zgubić. Miasto dzieli się na, jakby to powiedzieć, centrum — gdzie jest większość klubów, gdzie mieszkają grube ryby i gdzie działa czarny rynek — oprócz centrum, są jeszcze slumsy. W slumsach mieszkają szaraczki, można powiedzieć ściana w ścianę z mutkami. Ci goście z Lublina są nienormalni, w ogóle nie obchodzi ich, kto mieszka w mieście, byleby tylko miał kasę albo był użyteczny w inny sposób. To jedno wielkie miasto grzechu, mówię ci, Bóg kiedyś się wkurwi i zgotuje im drugą rundę Armagedonu, choć znając tych zasrańców, to jakoś się z Nim dogadają i wszelkie plagi spadną na Warszawiaków lub Mazurów. Ci zasrańcy uważają, że każdego i wszystko można kupić. Jak masz kasę, zorganizują każdą imprezę, by tylko cię oskubać, a jak w ostateczności im się jednak nie uda, to w końcu się wkurwią i cię po prostu okradną. Jeżeli jest coś, w co te psy wierzą, prócz pieniędzy, to jest to „szczęście”. Kurwa, jak można być tak przesądnym. Wierzą chyba w każdy wymyślony przez ludzkość przesąd i co pewien czas dodają nowe. W dodatku to straszni hipokryci i nigdy nie zmarnują okazji, aby kantować przy zakładach lub w grze. Mają coś na kształt honoru, znaczy nie wszyscy, ale niektórzy mają. Na twoje nieszczęście ich honor ogranicza się do tego, że kiedy ktoś cię zajebie i słabo się będzie maskował, innymi słowy zrobi to tak, że wszyscy o tym będą wiedzieć, to jego też zajebią. W tym mieście, jeżeli łamiesz prawo, to są trzy wyjścia albo cię zignorują, jak nie dasz im się za bardzo we znaki, albo zabiją lub zagrają o twoje życie. Zazwyczaj grają albo wysyłają do KLUBU. Klub to taka knajpa, gdzie ludzie i mutanty się tłuką, czasami są walki zwierząt — coś w stylu gladiatorskiej areny, obstawiasz wyniki i kibicujesz albo jesteś jednym z walczących. 

Wspominałem już o gangach, prawda? Musisz też wiedzieć, że w mieście jest ich istne zatrzęsienie, a co lepsze — wiecznie ze sobą rywalizują. Trzy największe Spluwy, Garnitury i Młode Wilki rządzą miastem i pilnują porządku, mówią, że bez wiedzy Nagana, Olka i Dziadka w tym mieście nawet mucha zdechnąć nie może. Nagan to Rusek, obecna głowa Spluw — to u nich kupisz najlepszą broń i najlepsze dragi, oni wymyślili Wróżkę, można powiedzieć, że mają też na nią monopol. Garnitury to wiecznie odpicowani modnisie, którzy trzymają w garści większość klubów w mieście, szefuje im Dziadek, w sumie nikt nie wie, ile ma lat ani nawet jak wygląda, podobno jest Włochem. W końcu Olek i jego banda, wreszcie jakaś rodzima gruba ryba, gówniarz pochodzi z Lublina i ma ledwo dwie i pół dychy na karku. Do swojej bandy przyjmuje tylko ludzi z fantazją — Wilki nie mają jakiejś konkretnej niszy, zajmują się wszystkim po trochu, bardzo często biorą na siebie organizację poważniejszych zakładów, mają dzięki temu zawsze największy udział w zyskach. Nagan i Dziadek szczerze się nie znoszą i nie od dziś wiadomo, że gdyby nie smarkacz, to pozabijaliby się już dawno. Wilki dbają też o to, by równowaga była zachowana. Więcej informacji nie mam i nie mogę Ci sprzedać, musisz dowiedzieć się już na miejscu, a i pamiętaj, aby jak tylko pojawisz się w mieście ,zameldować się u jednego z Gangerów, tak dla bezpieczeństwa, pamiętaj — nigdzie nie lubią nieznajomych.

Wróć do głównego menu
comments powered by Disqus